Ear Stream Sonic Pearl (2016) VS: SPL Phonitor 2

Napisanie tego audio-felietonu przyszło do mnie niejako automatycznie. Obydwa wzmacniacze są urządzeniami wysokiej klasy. Różnice są jednak spore, co czyni porównanie tym ciekawszym dla mnie.

Z firmą Ear Stream oraz osobą konstruktora, czyli Michała Wyroby znamy się kilka lat. Dość uważnie obserwowałem kolejne rewizje konstrukcji Black Pearl, Sonic Pearl a także ostatniego Headonica. Firma prezentuje dość konsekwentną filozofię dźwięku. Polerując wraz z kolejnymi edycjami kluczowe cechy. Progres w każdej nowej rewizji jest wyczuwalny i w mojej ocenie idzie we właściwą stronę. Brzmienie firmowe określiłbym mianem organicznego, fizjologicznego tranzystorowego grania z dobrą rozdzielczością. Odsłuchiwanie wszystkich modeli pojawiających się przez lata sprawiało mi zawsze sporą frajdę. Nigdy nie odczuwałem zmęczenia dźwiękiem. I nigdy nie brakowało mocy przy modelach słuchawek, które aktualnie posiadałem, choć należy zaznaczyć że modele wyjątkowo trudne do napędzania jak np HifiMan HE6 potrzebują jednak wzmacniaczy o większej wydajności prądowe niż te z oferty. Z minusów mogę napisać, że w zasadzie, poza modelem Sonic Pearl, zawsze czułem niedosyt formy zewnętrznej oraz pewnych aspektów funkcjonalnych (większa ilość podłączeń, pilot etc.). Tutaj ze względu na, jak mniemam, niszowy charakter urządzeń, konstruktor używa uniwersalnych obudów firmy Hammond, które są mocno przeciętne w swojej stylistyce. Jedynie Sonic Pearl ma już bardzo solidną i okazałą obudowę ale wpływa ona również znacząco na koszt. Gdybym to ja odpowiadał za dział designu w Ear Stream, to zaproponowałbym dla absolutnie wszystkich modeli tej firmy, taką obudowę jaką ma Sonic Pearl ale w wielkości pomniejszonej o 50%. Byłoby to wówczas bardzo zgrabne i solidne urządzenie. Z wyróżniającą się stylistyką i będące znakiem firmowym.

Firma SPL jest mi praktycznie obca, poza tym że słyszałem o niej, i że znajomi realizatorzy dźwięku kiedyś coś wspominali na jej temat. Do samego Phonitora też kiedyś podchodziłem jak pies do jeża. Wydawał się fajny na podstawie zdjęć oraz specyfikacji technicznej. Ale sporo kosztował, miał wysoką impedancję wyjściową, co wówczas wykluczało synergię z niskoomowymi nausznikami. No i miał te XLR’owe gniazda. Na co to komu w domu, pytałem się samego siebie. Gdzieś ktoś coś pisał że to dobry tranzystor. Ale nigdy nie poczułem impulsu do odsłuchów. Sytuacja zmieniła się wraz z pojawieniem się wersji 2-giej. Mając bardzo dobre doświadczenia ze słuchawkami Beyerdynamic T1 V2 uznałem że może i SPL wyszło na dobre te kilka lat zbierania opinii o Phonitorze. Nadarzyła się okazja i egzemplarz demo od dystrybutora (firmy Music Toolz) ,zagościł u mnie. W zasadzie cały czas były we mnie spore pokłady sceptycyzmu bo coś mi ciągle mówiło: będzie nudno, to tranzystor, studyjny no i przede wszystkim i tak za drogi jak na wzmacniacz słuchawkowy w polskich realiach. I nic to nie dało. Zagrał on z T1-kami wspaniale. Jak, to dokładniej opiszę w kolejnych akapitach. Teraz chciałbym wspomnieć że ile w przypadku produkcji jednostkowej jak np u Feliks Audio czy Ear Stream drobne wpadki przy montażu można wybaczyć o tyle SPL mój egzemplarz złożyło dość niechlujnie i wrócił od do fabryki na poprawki, skąd wrócił już w pełni ciesząc oczy. Wcześniej: sprawy drobne i niedrobne, ale brakowało jednej śrubki u spodu, jeden z potencjometrów był krzywo zamontowany, a dioda jednego ze wskaźników UV była źle umiejscowiona. Produkt niemiecki, ISO, DIN i inne takie takie i co z tego? No właśnie niezawiele. Phonitor jest zaprojektowany dobrze. Potencjometry są stabilne, przełączniki chodzą pewnie, konstrukcja inteligentna i rozwiązania w środku przemyślane. Ale montaż elementów zewnętrznych wymaga ewidentnie lepszej kontroli jakości. Uzbroiłem się w cierpliwość na czas poprawek, bo warto było czekać na ten dźwięk…

IMG_8931

Jak mają się Sonic i Phonitor wzajemnie do siebie? Zaznaczam na wstępie, że obydwie konstrukcje bardzo lubię. Produkt SPL od flagowej konstrukcji Ear Stream wyróżnia kilka elementów. SPL jest sprzętem studyjnym. Nafaszerowanym funkcjami pomocnymi przy monitoringu a nam audofilom urozmaicającymi życie. Crossfeed działa bardzo dobrze. Ale nie będę się na tym skupiał bo to osobny szeroki temat choć bardzo ciekawy i polecam każdemu kto lubi słuchawki aby choć raz spróbował jego efektów. Jednak w tym tekście skupiamy się na dźwięku w trybie direct, bypass czy jak tam wolicie sobie to nazwijcie. Złącza w SPL są obfite i możemy pod jedno z wejść podłączyć nasze domowe kable z wtykami RCA. jest też możliwość sterowania głośnością z pilota (współpracuje chyba każdy na podczerwień który sparujemy z Phonitorem za pomocą przycisku ‚learn’ na placach wzmacniacza). Czyli podsumowując funkcji wiele, niczego nie brakuje. Nawet zbalansowane wyjście preampu można wykorzystać jako wyjścia zbalansowane dla słuchawek. Obudowa solidna, i design przypominający nieco stację krótkofalarską ale mający w sobie dużo uroku w mojej opinii. Wszystko racjonalnie rozplanowane. Czuć pewien rodzaj optymalizacji: robimy solidnie ale bez biżuteryjnego zacięcia.

Podchodząc do Sonic Pearl jest bardziej audofilsko. Minimalizm. Większa waga urządzenia. Mniej podłączeń, przełączników na froncie brak. Jest bardziej monumentalnie. Poważnie. Widać że wzmacniacz ma napędzać słuchawki a poboczne sprawy nas nie obchodzą. Potencjometr głośności działa przyjemnie. Tutaj obydwa urządzenia akurat mają duże pokrętło gwarantujące precyzyjną regulację. Sonic choć charakteryzuje się prostotą. Robi bardzo dobre wrażenie na żywo. Gniazda są dobrze rozmieszczone, jest
do nich wogodny dostęp. Gniazdo IMG_8968-1024x682zasilania jest zamocowane pewnie i nawet te mniej wygodne, grube sztywne sieciówki nie spowodują że wzmacniacz będzie się przesuwał pod ich wpływem. Złącza są po prostu zrealizowane z należytą precyzją. Gniazdko słuchawkowe jest dobrej klasy i wkładanie i wyjmowanie wtyków odbywa się bezproblemowo.

IMG_8938

Jak już jesteśmy przy audiofilskości, kablach itd. to brzmieniowo obydwa wzmacniacze są od siebie inne bardziej niż mi się wydawało. Sonic gra ciemniej, w sposób bardziej dogęszczony, romantyczny. Bardziej harmonijny i tworzący niejako falę dźwięków. Ale jednocześnie z wyczuwalną nieco mniejszą przestrzenią od Phonitora. Sonic ma swój smak, jest bardziej muzykalny ale kosztem pewnej sprawności wysokich tonów i zjawisk przestrzennych. To niesamowite, że kiedyś uważałem że wzmacniacze Ear Stream mają za małą masę w dole a teraz jest już jej całkiem sporo. O ironio. Ciekawe na ile moje pojmowanie muzyki się zmieniło a na ile konstrukcja się zmieniła. Phonitor gra natomiast w taki sposób że nie brakuje mu wypełnienia ale jednocześnie jest bardziej wyraźny od Sonica. Oferuje większą przestrzeń, absolutnie każdy dźwięk ma swój kształt, ciężar, wielkość i odległość. Większą ma też neutralność ale nie dryfującą w stronę chłodu. Jest niesamowicie sprawny dynamicznie. Te dwa wzmacniacze pochodzą z dwóch odrębnych światów i to słychać od razu. To wysoka klasa ogólna. Z jednym i drugim mógłbym żyć z dużą satysfakcją ale są cholernie od siebie różne. I każdy z nich, o zgrozo, wart swej ceny. Podejrzewam że gdyby dodać piloty, gniazdka i inne gadżety to cena Sonica poszybowała by do tej samej co cena Phonitora. Czy odbiło by się to na jakości dźwięku? O to trzeba pytać bezpośrednio w Ear Stream. Phonitor pomimo tego arsenału gra niezwykle. Moc, precyzja, szerokość pasma, ten dźwięk to płynące złoto. Sonic gra bardziej pastelowo ale pięknie bo na swój autorski sposób to piękno definiując i mając jednocześnie bardziej wybaczający charakter dla nagrań. Obydwie konstrukcje są wspaniałe. Chciałbym mieć obydwa wzmacniacze. Ale na obecną chwilę zostaję z Phonitorem przez jego bardziej uniwersalny charakter i większą moc (gain regulowany +6dB i +12dB).

Zapraszam do zapoznania się z detalami na stronach producentów:

http://earstream.eu

https://spl.info/en/home.html

Z ostatniej chwili:

SPL wypuszcza nowy model Phonitora, z dodanym na panelu przednim gniazdem dla zbalansowanych słuchawek oraz pokładowym DACem.

W Ear Stream trwają prace na zbalansowaną wersją wzmacniacza Headonic.

IMG_8938

IMG_8967

5 myśli na temat “Ear Stream Sonic Pearl (2016) VS: SPL Phonitor 2

  1. „Na każdym zebraniu jest tak, że ktoś musi zacząć pierwszy.” Z portalami internetowymi myślę, że jest podobnie. 🙂 Napiszę więc taką ciekawostkę: jestem posiadaczem Beyerdynamic T90, które lekko zmodyfikowałem w stronę pogłębienia średnich tonów, zjawisk przestrzennych oraz kultury i wyrównania sopranu. Są to dla mnie słuchawki dostatecznie przeźroczyste i kompletne prezentacyjnie. T1, nawet v1, uważałem zawsze za nieco ciemne, zmysłowe, bajkowe i z „pozłoconą” górą pasma. v2 podobno idą jeszcze dalej, choć ja się odnoszę tutaj do późnych v1, które nie były takie chude w prezentacji jak egzemplarze z początku produkcji. Niemniej zmierzam do tego, iż po prostu wydaje mi się, że przeźroczystość jest miarą systemu. Ja mam jaśniejsze i bardziej analityczne słuchawki i podejrzewam, że również „szybsze”, i u mnie to gra w punkt pod kątem równowagi między analizą, a romantyzmem muzycznym. Tak więc posiadając Sonic Pearl mógłbym cechy przypisane temu wzmacniaczowi przerzucić na słuchawki Beyerdynamic T1, bo tak mam ustawiony tonalnie system.
    Co do wzmacniaczy zbalansowanych – są już dwa modele, o „normalnej” mocy i wzmocnieniu +12dB oraz taki do popędzania AKG K1000 lub HiFiManów HE-6 ze wzmocnieniem +18dB i napięciem wyjściowym do 17V RMS. Wciąż się biję z myślami co do ich nazwania. 😉 Headonic Balanced może mieć jeszcze więcej mocy i to będzie urządzenie dual mono nie licząc źródła napięcia zasilania.

    1. Dlatego nauszniki, których użyłem do porównań są podane jako sprzęt testowy w zakładce Platforma Eardrummer, tak aby wszyscy mieli jasny obraz sprawy. Tutaj każde napisane słowo należy traktować przez pryzmat otoczenia odsłuchowego.
      Headonic Balanced to bardzo słuszny kierunek 🙂

Dodaj komentarz