Recenzja: Fostex TH600 (recenzja z archiwum 2015)

Dla osób które nie korzystają z forum MP3Store zamieszczam mój opis tych nauszników. Są już nieprodukowane, jednak nadal dostępne w wielu sklepach. Ceny używanych modeli w kraju potrafią być bardzo atrakcyjne.

Wygląd i budowa.

TH600 w moim odczuciu są wykonane tak, że od razu chciałoby się podsiadać tak piękny przedmiot w swoim arsenale. Są bardzo wygodne. Sa też dość uniwersalne przy układaniu na głowie, nie tak wymagające w regulacji jak np.: ATH-W1000X. Detale są świetnie wykończone. Każdy element jest w moim odczuciu wspaniale dopracowany. Do tego magnezowe muszle świetne tłumią drgania i nawet podczas głośnego słuchania są one niewielkie. Przewód jest nieco grubszy, ale ma dobry oplot i łatwo się układa. Docisk muszli nie jest duży i nie powoduje dyskomfortu przy dłuższym słuchaniu. Regulacja wielkości opaski nagłownej chodzi bardzo gładko i pewnie. Na podstawie oględzin widać, że wykorzystując dorobek pomysłów przy wcześniejszych seriach D2K/5K/7K oraz dodając trochę nowego powstały słuchawki wykonane na miarę dużego koncernu audio z dobrych lat 80-90-tych.

Brzmienie.

Można szukać wielu metafor by opisać to jak grają. I długo nad tym myślałem i nie wiem która najlepiej zsyntetyzuje ich charakter, więc sobie to odpuszczę. Fostexy TH600 ze wszystkim w zasadzie sobie bardzo dobrze radzą. Są szybkie, ładnie prezentują rozciągnięte skraje pasma (tutaj czuć takie zacięcie w klimacie hi-fi charakterystyczne dla japońskiego audio, którego ja akurat nie lubię). Kiedy są kotły to czuć, że to kotły a nie bongosy, a kiedy są dzwoneczki to słychać każdy z nich z osobna i mają odpowiednią lekkość i napowietrzenia. Bardzo dobrze różnicują nagrania. Pięknie prezentują przestrzeń, jak na zamknięte słuchawki to wręcz zaskakująco dobrze. Perspektywa zjawisk muzycznych jak szeroko zakreślona, świetnie różnicują to co blisko i daleko. TH600 grają bardzo wyraźnie. Ich brzmienie prezentuje duży ład i kulturę. Tutaj przychodzi na myśl przymiotnik ‚kompetentny’. One nie wysypują się przy dużych składach, nie stają się nudne przy małych. Nie mają irytujących peaków w głównym zakresie pasma. Radzą sobie ze wszystkimi gatunkami muzycznymi. Bas z wykresów wcale nie jest aż tak dominujący i przy dobrym torze nie jest męczący. Widać i słychać, że inżynierowie i firmowi ‚słuchacze’ sporo się przy nich napracowali. Ten kunszt przebija się w tych słuchawkach od pierwszych chwil odsłuchu. Jednak, warto też wspomnieć, że skrajna góra potrafi się zaznaczać i przy gorszych nagraniach potrafi być zbyt ostra (np. płyty Anny Marii Jopek). Jakoś zagraniczne płyty te słuchawki traktują bardziej łaskawie.
A jak wokale, czyli mój konik. Tutaj poza wszystkimi wspaniałościami kropla goryczy. Ten charakter wspomnianego japońskiego hi-fi jest odczuwalny. Ja jednak wolę szkołę bez loudnessu. Ostatnie lata bardzo dużo uwagi poświęciłem na to by system był daleko od tej efektownej acz nieprawdziwej cechy. I często wybierałem komponenty mniej rozdzielcze jednak lepiej niosące frazę muzyczną, wokale i tę średnicę – która co by nie mówić jest solą muzyki. TH600 na wykresach mają dołek w obszarze 3kHz. To powoduje że dźwięk jest łatwiej przyswajalny ale jednak tembr głosów jest nie tak nasycony i obecny (dla porównania ATH-W1000X wypychają wokal przesadnie do przodu). Proporcja jest trochę jak porównanie wokaliz ze wzmacniacza tranzystorowego do OTL’a na NOSach. Jest to pewna ułomność tych słuchawek. I ubolewam nad tym bardzo. Bo one mi się bardzo podobają w pozostałych aspektach. Są świetne, dociążone, wyraźne, szybkie, ładne i w rozsądnej cenie w odniesieniu do jakości. Pewnie gdybym nie słuchał tego i owego, nie miał skali porównawczej uznałbym, że są najlepszymi zamkniętymi słuchawkami do 3KPLN. Średnica w słuchawkach potrafi być jednak bardziej przejmująca, naturalna, melodyjna. Obawiam się że przypadłością dynamików ogólnie, jest pewien rodzaj zniekształceń które odrealniają lekko głosy ludzkie. Gdyby do TH600 dodać trochę nasycenia wokali z orto typu LCD2, HE500, YH1000… lub nawet obecność średnicy z tych DT150, to byłyby rewelacyjne. (a propos LCD2 to dla mnie TH600 mają lepszą przestrzeń od nich – dziwne bo są zamknięte).

Posiadam Sansui z lat 80-tych, drivery wyprodukowane właśnie przez Fostexa. Patrząc na 35 lat słuchawkowej historii tej firmy, czuć wyraźnie, że w aspektach technicznych (rozdzielczość, 3D, szybkość, zakres częstotliwości, wykończenie i komfort) TH600 zdmuchują Sansui SS100 z powierzchni ziemi. Jednak w aspekcie prezentacja wokali i uwolnienia od sporadycznych sybilacji nie jest jednak aż tak dobrze, i tutaj TH900 też niestety nie czynią cudów, choć słuchałem ich na innym zestawie.

Słuchawek sprawnych technicznie i drogich jest multum, słuchawek z niezłą średnicą ale i bałaganem na scenie lub brakiem sceny kilka też się znajdzie. Ale nie znam jeszcze takich co połączą: obecność wokali z zabytkowych orto z niemęczącą ale jednak dobrą rozdzielczością i nie będą grającym szkieletorem w kwestii niższej średnicy… Choć w tej grupie cenowej HE400i ostatnio słuchane zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie.

De gustibus…

Zestaw podczas ówczesnego słuchania:

Tor:
Płyty CD i pliki WAV
Pioneer PD9700 (transport)
Lampizator DAC Level 4
Feliks Audio Arioso 2A3
Feliks Audio Espressivo 6n6p 6s45p
Lovely Cube (wersja custom)

Słuchawki:
Audio Technica ATH-W1000X
Sansui SS100 (custom)
Beyerdynamic DT150
I wspomnienia o innych nausznikach, które wryły się w pamięć

IMG_2536

IMG_2548

3 myśli na temat “Recenzja: Fostex TH600 (recenzja z archiwum 2015)

  1. Nic dodać nic ująć, dobry opis tych słuchawek…
    Mankamenty TH600 znikają na TH900, ale cena wiadomo sporo wyższa.
    Też jednak nie do końca średnica tak bliska jak chociażby w T1 rev2.
    Ale uczucie grania Live na TH900 jedyne w swoim rodzaju…

    1. Ja po dziś dzień uważam, że TH900 to jedne z najlepszych słuchawek do muzyki elektronicznej które kiedykolwiek powstały. Ich bas jest niezwykły podobnie jak poczucie głębi. One potrafią kreować wręcz tektoniczne zjawiska akustyczne

Dodaj komentarz