Recenzja Audioquest NightHawk

Wstęp ogólny:

Audioquest NightHawk czyli model, który od samego pojawienia się na rynku budzi kontrowersje. To co widzimy w internecie i co czytamy to jedno a jak jest naprawdę to każdy z nas ocenia indywidualnie. Przy każdym urządzeniu, którego jesteśmy ciekawi NighHawk-6zachęcam do oczyszczenia umysłu z internetowego szumu, a potem do sprawdzenia owego urządzenia sam na sam w spokojnych warunkach odsłuchowych. Czas jest pułapką. Zwłaszcza kiedy mamy go mało i robimy pobieżny ogląd sprawy, zdając się na tzw. ‚pierwsze wrażenie’. Pułapką jest też nadmiar internetowej informacji. Można ukuć w głowie złe schematy, uprzedzić się do czegoś, w ostateczności niepotrzebnie wydając pieniądze lub przeciwnie – ominąć bardzo ciekawe produkty. Przyznaję w pokorze, że zdarzyło mi się tak nie raz. Ostatnio najbardziej plułem sobie w brodę po tym jak posłuchałem AKG Q701. Bardzo żałuję, że wcześniej nie posłuchałem modeli K701 i wspomnianego właśnie Q701. Błędem była wiara w pisane w internecie stwierdzenia, że bas jest słaby, że grają jasno, szorstko. W tej chwili z tego miejsca piszę: grają świetnie i warto ich posłuchać. Jest w nich sporo muzyki. Ale o tym więcej napiszę kiedy indziej.Kiedy NH trafiły do mnie, poświęciłem im sporo czasu i zaangażowania. Było to trzecie podejście, rzetelne i bez presji czasu.

Wstęp do konstrukcji:

Nie będę się rozpisywać nad innowacyjnymi technologiami zastosowanymi w tym modelu słuchawek, bo to jest kompletnie i bardzo czytelnie wyłuszczone na stronie producenta. Z przymrużeniem oka patrzę jednak na argumenty o ekologicznym podejściu do materiałów. Według mojej wiedzy lakiery, plastik, proteinowa skóra i inne występujące tutaj materiały wymagają również nie małej energii do wyprodukowania i zanieczyszczają środowisko nie mniej niż stal, aluminium, drewno naturalne czy wreszcie bydlęca skóra, która i tak jest dostępna bo mięso wołowe jest przecież powszechnie konsumowane, wbrew ekopropagandzie. Więc OK, za innowacyjność jako taką (bo ciekawie się czyta) daję plusa, ale traktują to całościowo z dystansem. Ocenię NightHawki przez pryzmat klasycznych wartości, czyli jakości brzmienia i wygody.

NighHawk-4

Budowa:

Słuchawki na zdjęciach wyglądały dla mnie na delikatne i nieco mniejsze niż są w rzeczywistości. Kiedy miałem z nimi pierwsze spotkanie moją uwagę przykuły przede wszystkim:

  1. mała waga
  2. dobre wykończenie powierzchni i detali
  3. wyjątkowa wygoda
  4. okazałe gabaryty

NighHawk-7

Więc zasadniczo wrażenia organoleptyczne były jak najbardziej pozytywne.  Te słuchawki są bardzo wygodne. Jak dla mnie to praktycznie wyznacznik wygody wśród słuchawek z obecnej produkcji, chyba nawet są wygodniejsze od T1 gen.2 które do tej pory uważałem za mój ideał. Mając na głowie NH zapominamy praktycznie o tym, że mamy na głowie tak spore nauszniki. Jest miło z nimi obcować. Stylistycznie nie są tak urodziwe jak inne modele które cenię za design, ale nie są jakieś odpychające. To też zdecydowanie wyższa liga wykończenia niż HiFiMan. Jedynie dwie wady ergonomiczne jakie bym wskazał to: cienki NighHawkprzewód z tendencją do splątywania się i to co chyba już ktoś opisywał, lakierowana powierzchnia dotyka podłoża kiedy odkładamy nauszniki na płasko. Podsumowując: konstrukcja jak na debiut jest udana. Dedykowana amerykanom – więc wszyscy którzy mają duże uszy, głowy itd… nie będą mieć problemów. To duże słuchawki, takie w amerykańskim stylu. W detalach przywodzą mi na myśl amerykańskie ciuchy. Nawet jeśli nie piękne to trwałe i dobrze wykończone. Pokrowiec który dostajemy w komplecie jest świetny. No właśnie nasuwa się tutaj pytanie czy on też z tej proteinowej skóry? Bo nie wygląda już na taki eko 🙂

Wygrzewanie:

A raczej jego brak. Model który użyczył mi do odsłuchu forumowy kolega, tutaj podziękowania dla @all999 , był już wygrzany. Nie umiem wobec tego powiedzieć jakie zmiany zachodzą podczas wygrzewania w tym modelu. Jestem jednak sceptyczny i możliwości realnego wpływu wygrzewania oceniam w słuchawkach ogólnie na max 100h. W tym czasie 50% to wygrzewanie a 50% to adaptacja naszego mózgu. Tak na to patrzę. Może błędnie ale takie mam doświadczenia. Dlatego nie wiem jak wiele zmienia w NH wygrzewanie, i ocenię  po prostu brzmienie już po wygrzaniu. Podają jasno te informacje bo nie chcę aby były jakieś dwuznaczności i obiecywanki.

NighHawk-5

Brzmienie:

NH bazują na przetwornikach dynamicznych, opartych o biocelulozę. Więcej na temat tego materiału napisałem tutaj a propos recenzji CAL. Nighthawki grają dość szczególnie pomimo pewnych wspólnych cech spotykanych w większości aplikacji tego typu przetworników. Jest to konstrukcja w zasadzie półotwarta. Co według mnie przynosi bardzo dobre efekty przestrzenne. Bo choć takie TH900 lub AH-D7000 na braki w przestrzeni nie cierpią, to jednak NH są mniej męczące, czujemy większą swobodę i mniejsze ciśnienie akustyczne. W długotrwających odsłuchach wszelkie rozszczelnienie przynosi większy komfort. Uszy oddychają. Przestrzeń jest zatem mocną stroną tych nauszników. Jest szeroka i głęboka choć dla mnie chyba bardziej głęboka niż szeroka jeśli miałbym ustalać proporcje. Panuje w tej przestrzeni spory porządek. Czuć klasę i rozmach.

Nieco inaczej ma się sprawa z samą tonalnością. Ano tutaj jest pewien ambaras. Bo z jednej strony mamy nasycony bas, obecną średnicę i niższą średnicę, czyli aspekty o które wielu audiomaniaków walczy w swoich torach. A z drugiej strony mam wrażenie że tego nasycenia momentami jest aż za wiele. Oczywiście że sprawdza się to przy gorzej zrealizowanych lub rozjaśnionych nagraniach. Ale co kiedy mamy prawidłowo zrealizowane piosenki, albo wręcz ciepłe realizacje. Tutaj pojawia się pytanie audiofilozoficzne. Czy chcemy mieć neutralny tor czy idziemy w koloryzację. Tylko jak ma się koloryzacja przy rzeczy już kolorowej. To tak jakby w drugą stronę mieć super ostre słuchawki do super ostrego kawałka. Chyba wszyscy wiemy jaki efekt daje efekt sharpen przy zdjęciu które już wcześniej miało zastosowany ten efekt. Tak samo blur do już niewyraźnego zdjęcia. No efektem, jest kolokwialnie mówiąc, przedobrzenie. Producenci NightHawków opisują że grają one właśnie w sposób naturalny, nie uwydatniając sztucznie krawędzi. Ale ja odbieram to brzmienie jako jednak zbyt gęste. Przyjemne, ale jednak nieco nieprawdziwe. W kategoriach bezwzględnych nie są to jakieś zamazane dudniące basowe nauszniki, nic z tych rzeczy, to wysoka klasa. Ale jednak silnie zabarwiona w niższej średnicy. Nie wyobrażam sobie prawidłowego zrealizowania nagrania przy ich wykorzystaniu. Można przy ich dźwięku odpocząć, zanurzyć się w gąszczu wokali, w ich kremowości. Ale jednocześnie pewna eteryka dźwięków jest nieobecna. Góra owszem jest aksamitna. Ale W naturalnym obcowaniu z muzyką, mam jednak inne proporocje. Moje odczucia są takie że prawdziwa muzyka na żywo (nie ta koncertowa, przetworzona elektronicznie) jest bardziej migotliwa, ma więcej połysku i więcej planktonu muzycznego. NightHawki grają bardziej taki efektem silnie wytłumionej sali kinowej. I nie chodzi tu o przestrzenność bo ta jest bardzo dobra w nich ale o tonalność. Jest oczywiście droga szukania wzmacniacza który wymodeluje nieco ich brzmienie, bardzo ciekawą propozycję jest Dragonfly od tego samego producenta.

NighHawk-2 NighHawk-3

Urządzenie nader solidnie wykonane i wysterowywujące NH bardzo dobrze. Zważywszy na ich wysoką skuteczność i niską impedancję. Ale jest to jedna z opcji i dźwięk tych nauszników nadal ma swoistą sygnaturę. Na pewno nie ma co łączyć NH ze wzmacniaczami już ciepło grającymi

Jak zatem oceniać sposób ich grania? Otóż grają w sposób na pewno wciągający. Na pewno jest to wysoka jakość dźwięku. Ale o silnej sygnaturze która w mojej ocenie nie jest naturalna, tak samo jak sygnatura Ultrasone Edition 5, która jednak podoba mi się bardziej, jeśli już jesteśmy przy szczególnym charakterze grania. Osoby myślące o NH powinny dać sobie czas na osłuchanie z nimi, jak wielu moich znajomych wspominało, można się zżyć z tym dźwiękiem, ale potem słuchanie innych modeli przynosi spory kontrast w odbiorze. Podsumowując, to nasycone, gęste granie które potrzebuje wzmacniacza dedykowanego niskim impedancjom. Czyli wyjścia bardziej prądowe niż napięciowe. To bardzo wygodne, bardzo dobrze wykonane nauszniki, które wzbudzają u mnie sympatię. Przestrzennie grające, nie są do tego męczące. Nie mają jednak tego blasku na wyższej średnicy który podaje wokale w sposób świeży, migotliwy i bardziej oddychający. NH grają zawiesiście, nie za wolno jednocześnie, szybkość mają taką w sam raz. Są szybsze od LCD2 i słodsze, wolałbym je od LCD2…  Czy jednak pomimo tej gęstości  i przestrzenności w przedmiocie mojej recenzji powiedziałbym, że wlewają ciekłe złoto w nasze uszy? Hm, chyba miałbym z tym kłopot. Spotkałem się z bardziej analogowym graniem… Jest z tym coraz trudniej we współczesnym świecie. Ze względu na coraz większe upodobanie w szukaniu rozdzielczości i dzieleniu włosa na czworo w dźwięku. Bo  co by nie mówić obiektywizmu i analizy z NH długo by szukać, to zdecydowanie dźwięk o silnym charakterze, pastelowy. Ale osoby sięgające po nie chyba właśnie tego szukają…

NighHawk-8

Zalety:

  • przestrzenne
  • niemęczące
  • z dobrą podstawą w dole
  • świetna lokalizacja zjawisk muzycznych
  • przywodzą wspomnienia o odsłuchach sprzętu retro
  • aksamitna góra
  • dobre cena, o ile kupimy w tej która jest podana poniżej
  • bardzo dobre wykonanie, praktycznie czołówka słuchawkowego świata
  • bardzo wygodne, referencja
  • lekkie
  • bogate wyposażenie

Wady:

  • brakuje im przenikliwości
  • w mojej ocenie zbyt dociążone
  • brakuje pewnej przejrzystości
  • są zbyt daleko od neutralnego balansu
  • przewody od tego producenta powinny mieć lepszą jakość
  • technicznie pisząc bas wchodzi nieco za bardzo na średnicę, przy realizacjach już ciepłych ze swojej natury.

Wzmacniacze użyte w testach to: SPL Phonitor 2,  Audioquest DragonFly DAC, Lovely Cube w wersji dual mono.

Cena: 1990.00

6 myśli na temat “Recenzja Audioquest NightHawk

  1. Muszę się głównie nie zgodzić z twierdzeniem że NightHawki nie są przenikliwe w przekazie . Mają wspaniałą górę, chyba najlepsza ze słuchawek co miałem oraz wyraźny wokal, jak najbardziej potrafią zagrać wyraziście.
    Zwłaszcza że w porównaniu z T1 rev2 wcale nie są mniej szczegółowe, powiedziałbym nawet że bardziej.
    Myślę nawet że nie zaszkodziłoby lekko złagodzić góry,tak , Hawki są czasem aż za bardzo ostre na górze, lampa byłaby wskazana.
    Tylko problem niskiej oporności 25ohm.

    1. W takiej sytuacji to tylko lampa z transformatoram na wyjściu. Choć sprytne OTLe też można wypróbować 🙂 Znam takie co nawet z 27 ohm grały niezgorzej.

    2. Nie powiedzialbym,ze NH sa za ostre na gorze, w ogole nie sa ostre.
      Ich przekaz muzyki jest w takim troche trudnym do opisania stopniu „fascynujacy”. Glos ludzki pieknie przekazuja,a ich gora nie ma nic z ostroscia do czynienia.Oczywiscie to tylko moje zdanie.
      (porownuje do Audeze XC oraz Sonorous VI, ktore posiadam i znam bardzo dobrze).Znam oczywiscie wiele innych sluchawek jak Final 8, Ultrasone 5 ,Stax 009 i.t.d.
      Porownujac je do HD800/s. to jak druga strona ksiezyca.Inny swiat odbioru i prezentowania muzyki.

      Sprzdalem NH kiedys,bo na co komus 3-4 pary sluchawek: to byl blad!Zbieram znowu pieniadze i kupuje je ponownie.I nie sprzedam ich juz:-)

      Patryk.

    1. NightHawk całościowo są lepsze. W pewnych konfiguracjach są przedsionkiem do audiofilskiego hi-endu. Meze to typowy dźwięk stereo hi-fi, nastawiony na fun i szybki efekt. NightHawk wymagają lepszego toru aby oczarować w pełni a Meze grają ze wszystkiego. Komfort NH jest niezrównany a w Meze jest tylko poprawny. Natomiast z poważnych spraw to Meze emanują zbyt sporą ilością wyższego basu i potrafią zmęczyć. Jeśli fundusze pozwalają to wybrałbym NH

Dodaj komentarz