Recenzja: Aune B1 – przenośny wzmacniacz w klasie A na elementach dyskretnych

Wstęp:

Z marką Aune oswajam się od około roku. Firma pochodzi z Chin i na naszym rynku jest obecna od kilku lat. Oferta urządzeń dedykowanych, przez tę  firmę, dla świata słuchawkowego jest bardzo wszechstronna. Ja jednak jestem mocno zdystansowany do produktów z Chin, tak już mam, dlatego sięgam tylko po niektóre z nich, po te które są nowatorskie lub zaciekawią mnie konkretnym fenomenem. Jeśli chodzi o markę Aune pierwszym urządzeniem było recenzowane porównawczo combo S16 , które oceniam jako produkt udany w swojej kategorii. Combo mają to do siebie że próbują łączyć 2, 3 lub 4 funkcje w jednej, najczęśiej niewielkiej obudowie. A w przyrodzie tak już jest że trudno być uniwersalnym. Teraz przyszła kolej na B1 – urządzenie przenośne, ale przynoszące więcej niż można się spodziewać po jego gabarytach. Urządzenie zajmujące się jednym konkretnym zadaniem. Wzmacnianiem sygnału liniowego tak aby był on w stanie rozruszać membranę naszych słuchawek.

img_9291

Cechami szczególnymi podawanymi przez producenta są dwa aspekty:

  • konstrukcja urządzenia umożliwiająca pracę w czystej klasie A
  • układ wzmocnienia wykonany z wykorzystaniem elementów dyskretnych (czyli bez wzmacniaczy operacyjnych typu OPA/op-amp)

Klasa A we wzmacniaczach, w bardzo dużym uproszczeniu, charakteryzuje się niskimi zniekształceniami lecz wydajnością mocową układu. Jednak ze względu na walory brzmieniowe jest preferowana w urządzeniach audio najwyższej klasy. Zaimplementowanie takiego układu do urządzenia przenośnego jest nie lada wyzwaniem. Wiąże się bowiem z wydzielaną większą ilością ciepła oraz większym poborem energii przez układ. W przypadku zasilania bateryjnego/akumulatorowego trzeba zadbać o jego jakość i jak najbardziej efektywne zarządzenie energią. Jak klasa A spisuje się w modelu B1 opiszę w dalszej części recenzji.

Topologia dyskretna spotyka się obecnie z podobną falą krytyki co lampy próżniowe. Niby zasada pracy przestarzała i wiąże się z niedogodnościami a jednak fani takich układów mają się dobrze. Wzmacniacze dyskretne zajmują więcej miejsca, ścieżki przez które podąża sygnał są dłuższe, koszt wszystkich elementów często wyższy niż jedna kostka typu OPA. Jednak jak wiemy w audio nic nie jest oczywiste. Nieraz połączenia niepopularne dawały bardzo dobre efekty i są do dziś pożądane przez audiofili. Przykładem może być np.: lampowy układ SET, który z inżynieryjnego punktu widzenia posiada wiele mankamentów, ale brzmieniowo fascynuje do dziś.

Obudowa i ergonomia. 

Nie powinienem zaczynać od ekscytacji, ale aż trudno się powstrzymać. Tak powinno się robić urządzenia przenośne. Sztywna metalowa obudowa, gładkie krawędzie. Ciężar w sam raz, może nawet nieco większy niż idealny, ale za to wzmacniacz trzyma się super w dłoni. Od razu miałem skojarzenia z solidnymi walkmanami, walkmanami MD, lub profesjonalnymi dyktafonami. W korpusie dodatkowo mamy dwa okienka, w zasadzie odpowiadają one tylko za bajer. Ale stylistycznie komponują się bardzo dobrze. Dodatkowo są one podświetlane diodami LED w klasycznej elektronicznej zieleni – świecą ani nie za mocno ani nie za słabo – w sam raz. Nie są to jakieś niebieskie ostre oślepiające punkty lub inne jaskrawości znane z wielu chińskich urządzeń. Całościowy look & feel tego przenośnego wzmacniacza jest rewelacyjny. Do ideału brakuje: metalowych przełączników na boku obudowy (te które są to plastik) oraz wymazania tej całej baterii oznaczeń CE, Made In China etc… Przymykają jednak na to moje obsesyjne oko, uważam że nie jedna marka mogłaby podjąć rękawicę rzuconą przez Aune przy modelu B1. Z tego co wiem wzmacniacz występuje w kilku wariantach kolorystycznych, więc jeśli ktoś nie lubi czerni to można wybrać alternatywę.

img_9298

W estetycznym kartonowym opakowaniu otrzymujemy tylko kabel USB do ładowania i instrukcję. Skromnie, ale chyba wolę tak niż 5 przewodów, naklejki i za to trzeszcząca obudowę.

Ergonomia przycisków jest dobra. nie wystają z korpusu. Chodzą raczej pewnie. Jedyna niedogodność to położenie gniazd. Przy bardziej potężnych wtyczkach jack, pokrętło głośności może być nieco trudniej dostępne.

Brzmienie:

Im więcej mam kontaktu z różnymi urządzeniami tym bardziej zaczynam wątpić w opisy dzielone na poszczególne składowe związane z samą tonalnością (wysokie tony, średnica, bas…) lub przestrzenią. Dźwięk to jednak coś więcej niż jego techniczne aspekty. Coraz częściej myślę o tym żeby skupiać się na odbiorze całościowym, ale nie na tym pierwszym wrażeniu, tylko takiej impresji długofalowej. Czyli stawianie pytania jak odbieram ten dźwięk w funkcji czasu, czyli całego danego wieczoru lub dnia, a nawet dłużej. Jest tak że początkowa fascynacja brzmieniem potrafi okazać się męcząca lub nijaka w istocie przy dłuższym doświadczaniu. Urządzenia audiofilskie rządzą się bowiem swoimi prawami. Są podkręcane sonicznie. Dlatego w studiach nagraniowych nie ma dla nich miejsca. Chyba, że tam po drugiej stronie szybki, gdzie jest miejsce na popisy artysty. W zasadzie wszystkie produkty wprowadzane na rynek audio jakoś koloryzują dźwięk. Prawdę powiedziawszy to nawet te studyjne maszyny też 100% neutralne nie są, ale one i tak są o niebo bliżej liniowości niż nasze gadżety. Wiele współcześnie produkowanych urządzeń karykaturalizuje dźwięk. Rozjaśnia go, zaznacza skraje pasma, podnosi lub obniża konkretne fragmenty pasma. Marka Chord zyskuje dużą popularność, ale każdy kto słuchał urządzeń tego producenta wie że mają konkretną sygnaturę – rozpoznawalną w ślepych testach chyba przez każdego. Dogęszczona niższa średnica jest pożądana przez wielu, a Chord jest jedną z marek wypełniających tę niszę. Audiofile to też grupa ludzi którzy nie lubią nudy, lubią kiedy dźwięk jest soczysty, atrakcyjny, żywiołowy. Jeśli produkt nie przemyca choć odrobiny tych cech, najczęściej szybko przechodzi do archiwum. Słuchałem wielu słuchawkowych wzmacniaczy i w zasadzie nie znam takiego który określiłbym mianem neutralnego. Bardzo uogólniając można wskazać dwie grupy: czarujących średnicą i hipnotyzujących witalnością skrajów pasma. Teraz odważne pytanie gdzie stoi model B1? Otóż nie wskazując bynajmniej żadnych braków na średnicy, postawiłbym go w miejscu tych którzy trzymają mocny rytm i lekko uprzywilejowują dół. Opisywany wzmacniacz gra z werwą. Dla mnie jest nawet bardziej energetyczny niż słynny Mojo (oceniając wyjście słuchawkowe). Recenzowane urządzenie gra w sposób ciekawy i wciągający. Taki że w perspektywie dłuższych odsłuchów chcemy słuchać więcej i więcej. Nie ma taniości przekazu, zmatowienia, zapiaszczenia, igiełek w górze. Jest rasowe tranzystorowe granie. O odpowiedniej twardości. Nie odchudzone. Nieco amerykańskie może? Tak, to chiński wzmacniacz grający w amerykańskim stylu, taki chochlik historii. Ani trochę nie słychać w nim sztywności wielu konstrukcji z dalekiego wschodu. Jest tutaj za to lekkie zbrylenie dźwięku. Detal czasem się rozmywa delikatnie. Ale mnie ten dźwięk się podoba. To jest brzmienie przeznaczone stricte do słuchania muzyki. A co jest cechą ciekawą to to że przy bezpośrednich porównaniach z krążownikiem Phonitorem 2 w zasadzie nie czujemy drastycznego obniżenia lotów przy przejściu na Aune. Owszem detal ulega delikatnemu zamazaniu, spada lekko swoboda prezentacji no i potrafi bardzo brakować mocy (jak np z AKG Q701 rec.). Ale w sensie muzykalności jest mu blisko. Aune nieco mocniej zaznacza nawet dół, przez co wypada bardzo dzielnie w tych pojedynkach. B1 podaje wokale w nieco przybliżony sposób, cecha pożądana przy utworach jazzowych i kameralnych.

img_9289

A jak się mają hasła producenta do tego co  słyszymy? Skupiając się na klasie A to przyznam otwarcie że przejście w ten tryb przynosi efekty bardzo odmienne w zależności od podłączonych słuchawek. Z Phonakami Audéo PFE112 wejście w klasę A oznaczało pogrubienie basu i w zasadzie taki dźwięk nie podobał mi się. Czuć było pewien rodzaj przetłuszczenia dźwięku i czasami wręcz zniekształcenia. Z AKG Q701 zmiany w zasadzie nie były wyczuwalne, poza tym że w klasie A była większa swoboda prezentacji przy dużych składach orkiestrowych (np: Thomas Nemwan – The Revolutionary Road OST ). Przejście w ten tryb powoduje spadek czasu pracy baterii, przeszło dwukrotny. Czy warto słuchać w tym trybie to zostawiam pod ocenę każdemu z Was. W mojej ocenie jakość soniczna tego świetnego wzmacniacza leży głównie po stronie dyskretnej topologii i umiejętnego doboru elementów w torze sygnałowym. Posiadam pewien brytyjski preamp stereo wykonany w całości w ten sposób i darzę go wielką sympatią. Teraz, choć minęło ponad 25 lat od kiedy powstało tamto urządzenie,  widzę sporo podobieństw między nimi. Pewna melodyjność, dociążenie dźwięku, delikatne zwężenie sceny. Są to pewne koszty takiej zabawy. Ale patrząc wstecz to długo szukałem takich pokładów muzykalności w sprzęcie słuchawkowym. Pomimo swoich niewielkich gabarytów, model B1 nie gra jak typowe CMoy’e, lub wiele innych małych wzmacniaczy, które stroszą piórka, a które przy bliższym poznaniu lądują w dziale sprzedam lub w szufladzie. Tutaj szczerze mógłbym napisać, że z żalem będę się z nim rozstawać, ponieważ został mi użyczony tylko do recenzji…

Podsumowanie:

Opisywane dziecko firmy Aune to udany produkt. W kategoriach bezwględnych. Naturalnie można znaleźć lepsze wzmacniacze stacjonarne, lepsze wzmacniacze przenośne ale będą też one odpowiednio droższe. Aune w swojej cenie oferuje dźwięk który może konkurować z wieloma stacjonarnymi urządzeniami. Jest też sporo ciekawszy w sposobie gry niż wiele popularnych wzmacniaczy przenośnych. Jest szczególny na tym naszych coraz większym słuchawkowym podwórku. Jeśli nie szukamy przenośnego combo, to na pewno B1 jako sam wzmacniacz będzie super uzupełnieniem smartfona. U mnie z IPhonem 4S spisywał się super, oferując więcej mocy i lepszy dźwięk (Aune podłączyłem przewodem FIIO Line Out Dock -> Jack) Na marginesie akurat oba urządzenia są o podobnym gabarycie więc łatwo o ich połączenie w kanapkę. Jeżeli opanujemy nieco utrudnioną obsługę możemy też z powodzeniem traktować B1-kę jako wzmacniacz stacjonarny. Jest tak dobry brzmieniowo.

Plusy:

  • muzyka przede wszystkim
  • świetny dół, rytmiczny, barwny
  • mocny dźwięk, w amerykańskim stylu
  • jednocześnie spójny, melodyjny przekaz
  • bez ziarnistości w przekazie
  • cichy jak skała w spoczynku
  • bardzo solidne wykonanie
  • świetna cena
  • dobry design
  • uniwersalny
  • wygodny
  • klasyczna dyskretna topologia układu wzmocnienia
  • potrafi wypolerować szorstką górę w nagraniach
  • dwupozycyjna regulacja czułości (gain)

Minusy:

  • mógłby mieć więcej mocy, takich AKG Q701 nie udaje mu się prawidłowo nakarmić, a szkoda
  • nieco się nagrzewa podczas używania
  • klasa A nie zawsze daje przyrost jakości
  • brak szybkiego ładowania
  • nie dla bardzo ciemnych słuchawek

Refleksja:

Szkoda że model S16 nie posiada tak udanej sekcji wzmocnienia. Nie mam S16 aktualnie obok siebie, ale choć wspominam tamto wyjście jako bardziej popisowe, to B1 gra bardziej muzykalnie. Bardzo jestem ciekaw rozwinięcia modelu B1, w wersji stacjonarnej z większą mocą byłby to gigant. Póki co mam nadzieję że inne firmy pójdą w ślady Aune.

Sprzęt dostarczył sklep Audiomagic.

Strona producenta wraz z parametrami technicznymi Aune B1.

Cena ok. 890.00 PLN

img_9286

img_9296

img_9295

Dodaj komentarz