Recenzja: słuchawki Focal Elear

Po udanym debiucie serii Spirit mogliśmy się spodziewać, że tak uznana marka jak Focal wprowadzi do swojej oferty również wyższe modele. Flagowce Elear i Utopia były długo oczekiwane przez świat entuzjastów nauszników. A ich fizyczne pojawienie się na rynku wywołuje spore emocje.

Ogólna sytuacja na rynku słuchawkowym

Ku uciesze nas – konsumentów, oferta świata słuchawek jest bardzo duża. W zasadzie co kilka lub kilkanaście tygodni dowiadujemy się o pojawieniu się nowych modeli. Jedne z nich zapisują się złotymi zgłoskami w annałach, a inne przemijają bez echa. Pojawieniu się modeli flagowych towarzyszy większy rumor. Mają one niejako emanować wybitną jakością zarówno brzmienia jak i img_9388samego wykończenia. Flagowce to nie są tylko słuchawki bardzo dobrze grające, ale to też pewien prestiż konstrukcji i obcowanie z wyższą ligą całościowo; poczucie elitarności i luksusu audiofilskiego. Jest to nisza, która wypełnia się aktualnie w bardzo szybkim tempie. Każda potęga gospodarcza ma tutaj swoich reprezentantów, Japonia ze Staxami, USA z Audeze, Niemcy z Sennheiserem, Rosja ma Kennertona (FisherAudio) a obecnie i Francja przedstawiła flagowce od Focala. Niestety wraz ze wzrostem ilości konstrukcji ceny szybują w zawrotnym tempie. Sztuką zatem jest nie tylko znaleźć swoje brzmienie, ale również wydać jak najmniej. Zaraz, a może właśnie chodzi o to aby wydać jak najwięcej? Tak czy owak jest to kwestia indywidualna. Ja jednak lubię mieć dobry dźwięk w dobrej cenie. Wielokrotnie przekonałem się, że wydanie dużej kwoty nie musi gwarantować sonicznej nirvany. Tutaj, na polu mojego hobby, ważniejsze jest znalezienie tego brzmienia. Niestety bardzo duża ilość drogich konstrukcji posiada pewne cechy szczególne, które potrafią jednych fascynować, a drugich wręcz zrażać. Na polu moich doświadczeń przekonałem się, że niestety tylko mała grupa spośród wielu dostępnych flagowców przemawia do mojego poczucia gustu muzycznego. Co ciekawe, łatwiej znaleźć ładne słuchawki, niż takie grające w sposób bliski ideałowi. Jak to jest z tymi drogimi słuchawkami poopisywałem między innymi w recenzji AKG Q701.

Wracając jednak do modelu Focal Elear, można napisać że brakowało go na rynku. Wypełnia on pewną lukę wśród drogich słuchawek i bardzo jestem rad
z możliwości opisania go przed Wami.

Konstrukcja przetwornika

Jak wszyscy wiemy, w zasadzie od lat nie nastąpiła rewolucja w sposobie odtwarzania dźwięku przez przetworniki akustyczne. Niemniej choć zasada ta sama, to podobnie jak w sportach wyczynowych, praca nad osiąganiem maksymalnej sprawności jest stale możliwa. Technologia produkcji umożliwia coraz bardziej precyzyjną obróbkę materiałów, w tym tych składających się na cewki, magnesy i membrany. Możliwa jest też lepsza symulacja zjawisk akustycznych w samych muszlach. Konstrukcja przetwornika w modelu Elear (taka sama jak w wyższym modelu o nazwie Utopia) to połączenie filozofii przetworników głośnikowych firmy Focal z tymi pomniejszonymi, już istniejącymi w słuchawkach. To co wyróżnia ten przetwornik to membrana napylana magnezem i aluminium i tłokowa zasada pracy, znana poniekąd z membran wykonanych z biocelulozy.  Wyjątkowo duży jest też rozmiar samej cewki położonej między dwoma silnymi magnesami. Wszystko jest zamocowane w sztywnym aluminiowym zawieszeniu. Mamy więc bardzo efektowne technologicznie rozwiązanie.

elear-eardrummer

źródło: Focal

Tutaj jak się domyślacie, sam przetwornik nie byłby jednak nic wart gdyby nie odpowiednie jego umocowanie w odpowiednich muszlach. Model Elear posiada aluminiową konstrukcję całego zawieszenia, które gwarantuje dobrą sztywność i tłumienie. A to w połączeniu z dobrze zaprojektowaną ażurowością muszli daje bardzo dobre efekty dźwiękowe, które opiszę w dalszej części.

Wygląd i materiały

Przechodząc od serca słuchawek do ich wyglądu można powiedzieć, że poziom wykonania przetworników jest absolutnie równorzędnej jakości co obudowa zewnętrzna słuchawek. A ujmując krótko – perfekcyjny. Naturalnym jest spodziewać się dobrego wykończenia powierzchni, trwałych materiałów, dobrego designu. Ale to wcale nie jest aż tak powszechne. img_9380Nie chcąc być przykrym i nie wskazując na konkretne konstrukcje,  i tak wielu z nas dobrze wie, że często bardzo drogie modele mają problemy z wykończeniem elementów zewnętrznych w swoich topowych konstrukcjach. Objawia się to schodzącymi powłokami, pęknięciami elementów, widocznym szybkim zużyciem, przetarciami kabli. Nie wiem jak sprawdzą się Eleary na dłuższym odcinku czasu. Ale wyciągnięte z pudełka robią wrażenie. Trochę widziałem, ale to jak prezentują się te nauszniki to przeżycie wyjątkowe. Przywodzą mi skojarzenia z modelem Dharma D1000, ale Eleary podobają mi się bardziej. To okazałe słuchawki, ze skórzanym wykończeniem pałąka, bez elementów skrzypiących, bez luzów, bez widocznych pozostałości po obróbce. Słuchawki które bierze się w dłonie i już nie chce się ich wypuścić. Dużo malowanego na czarno aluminium, zamszowe pady z pianką z efektem pamięci, no i przede wszystkim atrakcyjny design. To są piękne słuchawki, wykonane w piękny sposób.

Wygoda

Zasługuje na osobny akapit, ponieważ taka wygoda jest rzadkością wśród słuchawek. Eleary mają potężny pałąk nagłowny, wykończony w delikatnej skórze, bardzo miękki. Pady wspaniale dopasowują się do uszu. Jest zapas regulacji, więc wielkogłowi nie będą mieć z nimi problemu. Ja mam raczej sporą głowę a jeszcze mam bodajże po 3 kliknięcia zapasu po każdej ze stron. Regulacja pałąka chodzi bardzo płynnie i pewnie. Wcześniej pewnym wzorem komfortu były dla mnie Beyerdynamic T1 gen.2, ale obecnie muszę przyznać że Eleary reprezentują znacznie wyższy poziom wykończenia, a wcale nie są droższe. Po założeniu słuchawek od Focala, w zasadzie zapominamy o nich. Zamsz na padach jest bardzo miły i pozwala na wielogodzinne odsłuchy bez przegrzewania uszu. Krawędzie muszli są wyoblone, i wszelka regulacja ułożenia na głowie to czysta przyjemność. Tak, Eleary to nowy wzorzec komfortu w mojej ocenie, porównywalnie z AQ NightHawk, ale tutaj trzeba napisać że to jednak niższa liga materiałowa i soniczna. Aby jednak zachować obiektywizm trzeba też napisać o minusach związanych z ergonomią. A minus ten dotyczy dość grubego i ciężkiego kabla. Jest on odczepiany i umożliwia zamianę na inny przewód zakończony dwoma wtykami mono 3,5mm, ale bardziej przypomina kabel głośnikowy niż słuchawkowy. To taka sytuacja trochę jak z Beyerdynamikami T1 gen.1 i ich kablem, tyle że w opisywanych słuchawkach mamy 4.0m długości i odpowiednio większą masę. Pewnie podczas dłuższego odsłuchu, siedząc w salonie na kanapie, nie jest to kłopot. Ale jeśli zestaw wzmacniacz + źródło mamy blisko miejsca gdzie siedzimy, to trzeba być ostrożnym żeby się nie zaplątać. O samej wygodzie takiego węża nie wspominając. Waga kabla w modelu Elear jest minusem.

img_9388 img_9411 img_9392

Brzmienie

Pomijając wszelkie moje zachwyty nad fizycznością słuchawek będących przedmiotem recenzji, starałem się podejść do ich brzmienia z czystym umysłem. Nie czytałem recenzji, nie zagłębiałem się w zachodnie fora. Uznałem że po prostu zacznę ich słuchać i rozpocznę wstępne oceny po kilku dniach. Słuchawki dotarły do mnie jako wygrzane. Na marginesie, Ci którzy trochę mnie znają wiedzą że nie przeceniam roli tego procesu, uważam że jeśli coś ma się podobać to już po kilkugodzinnym dotarciu tak będzie. Dalszy proces to tylko szlif konkretnej sygnatury. Eleary początkowo zagrały spokojnie. Monumentalnie, muzykalnie ale bez fajerwerków. To był równy, kompetentny dźwięk. Nie ukrywam, że spodziewałem się większego wow. Ten spokój i równowaga były nieco podejrzane. Zacząłem sobie przypominać modele, które zrobiły na mnie silne wrażenie. Niestety często ten początkowy zachwyt nie potrafił przetrwać próby czasu. Te słuchawki, które posiadały wow-faktor miały też często specyficzną tonację, która okazywała się męcząca podczas dłuższych odsłuchów.  W przypadku Elear, zachwyt przychodził powoli. Ale progres był wyczuwalny z każdą godziną. Drugiego dnia kiedy założyłem je na głowę zacząłem rozumieć te słuchawki. A trzeciego dnia czułem, że już mi żal że są u mnie tylko na czas recenzji. One grają naturalnie, mają zapas dynamiki, świetny komfort i otwartą konstrukcję, która zapewnia wspaniały klimat akustyczny przy uszach. Kiedy coś gra cicho to czujemy że panuje spokój w nagraniu, a kiedy przychodzą głośne dynamiczne fragmenty, Eleary idą przez nie jak lodołamacz. Artykulacja jest świetna. Polega na dobrej kontroli przetwornika w całym zakresie częstotliwości. Nie ma tutaj nachalnej skwierczącej góry spotykanej w TH900 lub HD800, która sztucznie podnosi poczucie obecności detalu i wyrazistości. Eleary są pięknie liniowe. Idą równym tempem. To zdecydowanie nowa generacja słuchawek która pokazuje, że słuchawkowy hi-end wchodzi w obszar konstrukcji z coraz mniejszą ilością wad. Ich dźwięk od samego początku wzbudza dobre skojarzenia. Nie brakuje nasycenia, nie ma też przesadnej koloryzacji.

img_9446

Słuchając przedmiotowego modelu nauszników wyczuwa się jednak, że już jest to ten rodzaj zobowiązującego grania które nie zadowoli się byle torem. Focale Elear grają w sposób muzykalny, równy, ale jednocześnie bardzo przenikliwy. I jeśli nie nakarmimy ich sygnałem o odpowiedniej jakości i nie wysterujemy dobrym wzmacniaczem to stracimy sporo magii w ich graniu. Będzie dobrze ale zdecydowanie odradzam łączenie ich ze średniej jakości dziurkami w integrach, słabymi wzmacniaczami słuchawkowymi i urządzeniami mobilnymi. Nie chodzi tutaj o moc, ale o jakość sygnału. I nie jest to ten słynny slogan że ‚Musi Pan mieć to i to żeby to zagrało’  co często słyszymy w przypadku nauszników, które nigdy u nikogo na długo nie zagościły choć były bardzo drogie… Tutaj chodzi o to, że Eleary to bezpieczny wybór, ale ich magia zaczyna się ze świetnym torem. img_9444Z torem słabszym będą grać w sposób przyjemny, nic nie będzie nam doskwierać co przy innych flagowcach się zdarzyć może. Natomiast do słabszego lub średniego toru lepiej wpiąć Listen, bo nie będzie dużo gorzej a radość będzie większa. Jak już jesteśmy przy źródłach to ja najwięcej radości czerpałem z odsłuchów gramofonu przez Eleary. I nie dlatego żeby ocieplić dźwięk, bo to jest zbędne w tak dobrze zestrojonych nausznikach, ale ze względu na analogową gęstość zapisu. Pliki choćby były nie wiadomo jakie, nadal posiadają lekką szorstkość. I wie i rozumie to ten, kto miał okazję porównać winyl do bajtów. Po podłączeniu gramofonu znika bowiem rodzaj tego usztywnienia w dźwięku, które to usztywnienie potrafią rozluźnić i wyłagodzić jedynie DACe za +10KPLN. Nie zawsze tak wysoki poziom jakości sygnału jest jednak niezbędny. Przy wielu nausznikach klasy premium pliki spisują się wystarczająco dobrze. Ba są nawet flagowce tak strojone które umilają cyfrowe granie (np.: AQ Nighthawk). Ale w przypadku większości klasy hi-end ten absolutnie analogowy sygnał jest wskazany. Przechodząc do technicznego ujęcia brzmienia per se Eleary grają z dobrym atakiem, porównywalnym z tymi szybszymi nausznikami jak T1, TH900, HD800. Francuskie nauszniki posiadają bardzo dobrą sprawność dynamiczną, są w stanie radzić sobie z dużymi składami i nie brak im kontroli nad całością spektaklu. Mają zapas dynamiki. I to daje im przewagę nad wieloma modelami które przy wyższych poziomach wpadają w zniekształcenia i stają się skrzekliwe lub zaczynają dudnić. Eleary nigdy nie zadudnią. Bas jest u nich w ryzach i nigdy równolegle go nie brak. Przyznam w tym miejscu, że miałem swego czasu kryzys wiary w przetworniki dynamiczne ale jakby już przeminął. Na szczęście świat się nie skończył na HD800, bo wówczas byłoby smutno. Francuskie słuchawki grają dźwiękiem dalece od nich bardziej organicznym, nasyconym, plastycznym i bardziej naturalnym. To poczucie jakby minęło 10 lat, jakby nastała nowa epoka. Może być wygodnie, przystępnie cenowo i muzykalnie i nie trzeba do tego wszystkiego szukać synergii pośród jedynie 3-4 wzmacniaczy, zaaprobowanych przez audiofilską brać, jak miało to miejsce w Sennheiser’ach. Nie trzeba kupować kabli w cenie równowartości słuchawek żeby stępić te szpilki wysokich częstotliwości. Eleary wyjmujemy z pudełka i słuchamy. To są jedne z najnormalniej grających słuchawek jakich było mi dane słuchać. Jeśli miałbym wskazać rzeczy które w mojej ocenie mogłyby być lepiej podane przez nie to przestrzeń i nieco większa przenikliwość wysokich tonów. Przestrzeń bowiem jest bardzo dobra ale ustępuje tej ze wspomnianych Sennheiser’ów. Jest raczej uporządkowana ale nie bezkresna. Bliżej jej do tej prezentowanej w słuchawkach ortodynamicznych. Jest bardziej skierowana ku szerokości, w głąb nie idzie tak daleko jak można by to sobie wymarzyć. Panuje jednak dobre zorganizowanie i czytelność planów. Co do wysokich tonów to do absolutnej referencji brakuje nieco takiego błysku jaki jest w słynących z tego Sonorous’ach VI od Final Audio. Jest to rodzaj takiego delikatnego planktonu zawartego w najwyższych rejestrach który dodaje pewnej magii. Wysokie tony Elearów są w skali bezwzględnej bardzo dobre, ale słyszałem lepsze ich podanie.

Podsumowanie

W zasadzie wchodzimy w nowy etap: phase finale wielkiego wyścigu słuchawkowego. Rynek jest bliski nasycenia, a cenowa bańka najdroższych modeli wkrótce pęknie. Przez określenie najdroższych to mam na myśli te z pułapu +8KPLN. Cena na poziomie 3-4KPLN to owszem dużo pieniędzy, ale wracając do czasów komuny, to przecież wtedy też dobry kaseciak czy gramofon kosztowały właśnie średnią krajową. Więc to jest jakby proporcja stała, o ile oczywiście wierzyć liczbom opisującym obecną średnią krajową. Powiedzmy, że jak zaciśniemy pasa, to można sobie odłożyć taką kwotę. W tym kontekście model Elear oceniam jako bardzo opłacalny. Dostajemy wyrafinowany produkt, wytworzony we Francji przy użyciu bardzo dobrych materiałów i technologii. Nie ma ryzyka, że coś się odklei, poplącze, zardzewieje lub zetrze jak ma to miejsce u niektórych modeli innych producentów, zwłaszcza dalekowschodnich. Mamy więc europejskie słuchawki, wysokiej klasy brzmieniowej. Słuchawki uniwersalne, grające w sposób naturalny, liniowy ale nie nijaki. Słuchawki z zapasem mocy (headroom). Ekstremalnie wygodne i piękne choć, aby stanąć w prawdzie  i być uczciwym wobec czytelników, zachęcam do wymiany kabla na lżejszy.

Próbka brzmienia dostępna w pasku bocznym. Tytułem korekty dodam, że na żywo graja nieco jaśniej.

Elear vs: Listen

Tutaj sprawy wyglądają na bardziej skomplikowane niż się wydawało. Eleary nie są rozwinięciem sygnatury modelu Listen. Listen grają bardzo dobrze, są bardzo przestrzenne jak na zamkniętą konstrukcję. Ale grają dźwiękiem bardziej żywiołowym i jaskrawym niż Eleary. Początkowo mogą nawet robić większe wrażenie. To tak jakby rajdowa wersja Peugeota 205 i Audi A8. Wiadomo, że ten pierwszy musi się bardziej napocić a i tak nie osiągnie tych prędkości i komfortu. Listen są dzielne, dają z siebie wszystko. Ale po dłuższych porównaniach są bez szans. Jeśli ktoś lubi model Listen i marzy mu się upgrade, to trzeba mieć na uwadze że Eleary to inne granie. W pierwszym odbiorze mniej efektowne i bardziej dostojne równocześnie. Można mieć wrażenie że dźwięk jest bardziej zdystansowany od słuchacza. Wszystko jest nieco bardziej oddalone i jakby uspokojone. Urok tej sygnatury docenia się po czasie i szczerze mówiąc, chociaż mam na stałe model Listen, to chciałbym mieć Eleary jako uzupełnienie arsenału o otwarte flagowce. Co do samej wygody tych dwóch modeli to komfort jest nieporównywalnie lepszy w Elearach. Obcowanie z nimi to niepomiernie bardziej przyjemnie odczucia estetyczne niż z modelem Listen. Jeśli jednak nie możemy sobie pozwolić na Eleary i dobre źródło, to kupując model Listen i tam mamy wspaniałe granie.

img_9449

Plusy:

  • bardzo równe granie
  • dojrzałe brzmienie
  • nasycenie faktur
  • dobre zorganizowanie przestrzeni
  • z dobrym źródłem wręcz wzorcowy realizm barw i przestrzeni
  • nie wymagają zabiegów z korekcją tonalności, potrzebują tylko rozdzielczości i mocy
  • posiadają duży zapas mocy (headroom)
  • autorytarny ale zrównoważony bas – potrafią zagrzmieć ale nigdy nie dudnią
  • szybkie
  • praktycznie przy ani jednym utworze nie spowodowały u mnie grymasu niezadowolenia
  • niemęczący ale angażujący styl grania
  • grają prawdziwą muzykę i wyznaczają nowe standardy naturalności
  • wyprodukowane we Francji
  • dobre solidne opakowanie
  • odpinane przewody przy muszlach (3,5mm)
  • nie mają nad sobą szklanego sufitu
  • udane stylistycznie
  • nie wymagają długiego wygrzewania
  • naturalna barwa głosów
  • zmieszczą się na duże głowy
  • humanizują przekaz
  • nie mają w sobie sztywności
  • od uznanego producenta

Minusy:

  • skoro jest model Utopia, to nie dostajemy w Elearach wszystkiego co najlepsze
  • przewód jest zbyt ciężki i gruby
  • mało akcesoriów w zestawie (słuchawki i przewód i dokumentacja)
  • głębia dźwięku mogłaby być większa
  • wysokie tony mają lekki niedostatek blasku
  • ich styl grania, adekwatny do klasy, jest nieco zobowiązujący i prosi się o dobry sygnał
  • mają dużą konkurencję, choć są zdecydowanie udane
  • normalność brzmienia nie na każdym robi wrażenie
  • jeszcze większa rozdzielczość by im nie zaszkodziła

Cechy szczególne:

  • wyjątkowo dobre wykończenie bez powodów do zaczepki
  • spokój w przekazie z dużym zapasem mocy na specjalne okazje
  • innowacyjne

Wykorzystany przy odsłuchach sprzęt:

Wzmacniacze: SPL Phonitor2, Feliks Audio Arioso 2A3, Feliks Audio Elise

DAC: Squeezebox Touch z zasilaczem Tomanek, IPhone 4s

Gramofon: Omnitronic DD2250, wkładka Nagaoka MP110, phono preamp: Buggle

Stand słuchawkowy: Moonstone Type II od Prototypownia

Kable sygnałowe: Cardas, zasilające: Furutech i WireWorld

Linki:

Parametry techniczne producenta dostępne w linku

Sprzęt do recenzji dostarczyła firma Focal Polska

Słuchawek będzie można posłuchać podczas wystawy Audio Video Show 2016, w sali Wilanów I (Parter) w hotelu Jan III Sobieski przy placu Zawiszy 1 w Warszawie

Cena ok. 4500.00 PLN

img_9382

img_9390

img_9416

img_9437

img_9411

img_9380

 

3 myśli na temat “Recenzja: słuchawki Focal Elear

    1. Otóż jeśli pytasz o to czy od razu czuć że to szkoła brzmienia Focal, to tak raczej nie jest. Zmierzają Eleary do neutralności i nie są specyficzne w przekazie. Więc nie jest tak jak w Grado lub Audio-Technikach…

Dodaj komentarz