Recenzja: słuchawki ortodynamiczne MrSpeakers Alpha Dog

Dan Clark założyciel marki MrSpeakers jest z wykształcenia inżynierem elektronikiem, a z pasji miłośnikiem dobrego audio. Pierwszymi produktami jakie pojawiły się w ofercie jego firmy były słuchawki Mad Dog, będące zmodyfikowaną wersją słynnego studyjnego modelu Fostex T50rp. Konstruktor uznał jednak w pewnym momencie, że ograniczenia w postaci oryginalnych muszli (nawet po pewnych modyfikacjach) są zbyt duże i że trzeba wymyślić coś innego w to miejsce. Tak zrodził się pomysł wyprodukowania czasz w technologii druku 3D. Nowy model nosił nazwę img_9764Alpha Dog. Dlaczego piszę w formie czasu przeszłego? Ponieważ MrSpeakers zakończył produkcję słuchawek opartych o driver Fostexa i rozpoczął produkcję nowych modeli o nazwie Ether i Ether Flow, które występują w wersji zamkniętej i otwartej. Te ostatnie mają się u mnie pojawić do recenzji z początkiem roku, ale jak to wyjdzie ostatecznie to czas pokaże, ponieważ teraz panuje na nie niezły boom. Wracając jednak do modelu Alpha Dog, to już na wstępie trzeba zaznaczyć, że jest to model cały czas wyjątkowy na tle konkurencji i bardzo nowatorski, choć obecny był na rynku już od kilku lat. Kształt muszli, możliwość regulacji poziomu niskich tonów, odłączane okablowanie i luksusowe wykończenie plasują Alpha Dog w pozycji aktywnej konkurencji dla wielu modeli słuchawek będących na rynku. To co czyni produkt dodatkowo wyjątkowym to fakt, że do słuchawek jest dołączona instrukcja obsługi. Z początki wydaje się ten detal być zbędny, ale Ci z nas którzy dużo słuchali znakomicie wiedzą że niuanse graja rolę i dużo więcej satysfakcji ze słuchania można osiągnąć dzięki drobnym trikom. Z drugiej strony sam widziałem osoby zakładające Sennheisery HD800 tyłem do przodu, gdyby do zestawy dodano instrukcję ilość takich wpadek zapewne drastycznie by spadła. Oczywiście, że trzeba patrzeć na oznaczenia na słuchawkach, ale ich dokładna pozycja i sugestie dotyczące położenia mają często kluczowe znaczenie w czasie użytkowania. Manual dołączony do Alpha Dog jest szczegółowy i pomocny, to fajny dodatek pokazujący zaangażowanie producenta w podejściu do odbiorców, klientów. Dzięki podpowiedziom łatwiej o dobry efekt soniczny z pominięciem drogi prób i błędów.

Look i ergonomia

Po odpakowaniu zestawu i przeczytaniu instrukcji, moim oczom ukazały się przepięknie wykończone nauszniki. Widać co prawda nieco ślady świadczące o ręcznym wytwórstwie, ale widać też pietyzm i jakość. W dłoniach czuć, że to gatunkowy produkt. Słuchawki po założeniu na głowę są bardzo wygodne, ciężar jest w sam raz, pady są z naturalnej skóry – bardzo lubię takie wykończenie, jestem zdeklarowanym przeciwnikiem ekologicznego podejścia i stosowania wszelkich odmian skaju na nausznicach (nota bene pisałem o tym we wcześniejszych recenzjach). Uważam że tak jak buty najlepiej spisują się kiedy są ze skóry, to podobnie z padami – jeśli ma być szczelnie to skóra, a jak potrzeba mniejszej szczelności to alcantara lub welur. Poza bordowymi lakierowanymi muszlami, pozostałe elementy są czarne, matowe. Słuchawki są przyjemne w użytkowaniu, ale aby osiągnąć dobry seal trzeba chwilę poszukać idealnego dla siebie ustawienia, pomocne wskazówki są zawarte we wspomnianej instrukcji. Jeśli natomiast miałbym szukać wad, to nie podoba mi się opaska nagłowna, czyli ta oryginalna gumowa od Fostexa. Niestety łapie wiele pyłków i odstaje, jakby na minus, estetycznie od reszty.

Brzmienie

Przetworniki z różnych generacji T50rp nie bez powodu są żywą legendą. Drzemie w nich ogromny potencjał. W zależności od aplikacji potrafią pokazać bardzo dobry lub tylko przeciętny dźwięk. Są wymagające do do aplikacji jak i co do zasilenia ich właściwym sygnałem audio. Skuteczność ich jest niska, a jak na obecne standardy to wręcz bardzo niska. Trudniej je wysterować niż K701, ale łatwiej niż HE6. Potrzebują prądu i czystego sygnału i na nic im wszelkie audiofilskie ściemy. Tych driverów nie oszuka się i nie radzę próbować zabierać się za nie bez minimum 2W na kanał przy obciążeniu ok 30 ohm. Kiedy pokonamy pierwsze trudności związane z mocą pozostaje wybór wersji. A tych jest wiele i różnić się bardzo od siebie potrafią. Sam słuchałem przeszło 6-ciu wcieleń driverów T50rp, jedne sięgały najstarszej wersji z lat ’80 ale też i tej najnowszej MK3 ogłoszonej bodajże w 2014r. Nie umiem ocenić, która wersja samego przetwornika była lub jest najlepsza. Efekt ostateczny to wynik wyboru generacji drivera i jego zabudowy/modu. Naturalnie są puryści, którzy słuchają T50rp w wersji przygotowanej przez producenta, dzieje się tak najczęściej w studiach nagraniowych, ale ja nie darzę wersji img_9771stock specjalnymi emocjami. Jest ona po prostu nieco zbyt spokojna i liniowa, brakuje też uczytelnienia basu w niej. Cofając się pamięcią, najstarsza wersja którą posiadałem, czyli ta ponad 35-cio letnia, miała bardzo uwodzicielską średnicę, ale jednocześnie kosztem zawężenia pasma i przestrzeni stereo. Wersja Mk2 która z kolei znajduje się w recenzowanym modelu posiada lepszą rozdzielczość, detal, przestrzeń ale jest jednocześnie mniej słodka na średnicy, to dodaje realizmu ale czyni słuchawki nieco bardziej szorstkimi (choć nadal w kategoriach bezwzględnych to bardzo gładkie granie). Driver MK2 był przeze mnie słuchany natomiast w nausznikach Mad Dog, T50rp MK2 modowanych przez kolegę Perula oraz Alpha Dog. I tutaj też każde wcielenie prezentowało odmienny styl. Przedmiotem recenzji nie są pozostałe modele, więc nie chcę robić w ich stronę zbyt długich wycieczek. Napiszę w uproszczeniu tak, że najbardziej basowe są Mad Dog, słuchawki po tuningu kolegi Perula są zaś mniej basowe choć nadal zawiesiste a Alpha Dog to król średnicy i ‚najlżejszy’ przekaz. Sam natomiast posiadam wersję Fostex T50rp MK3 z padami od AKG K712 i odpowiednio regulowanym rozszczelnieniem obudowy, i ta wersja gra jeszcze inaczej od pozostałych, idąc nieco w stronę V-ki w charakterystyce częstotliwościowej. Jest więc tych wersji sporo, a do tego dochodzi nieskończenie duża paleta modów indywidualnych. Kupując T50rp MK2 lub 3 mamy de facto tylko zestaw startowy. To czy kupimy gotową zmodyfikowaną wersję od MrSpeakers, ZMF, Mayflower Electronics czy kupimy wersję stock i sami będziemy ją ulepszać, zależy od naszego podejścia, chęci i umiejętności. Recenzowana wersja Alpha Dog jest o tyle szczególna, że obudowa muszli jest najbardziej zaawansowaną technologicznie zmianą z jaką się spotkałem przy zabawach ze studyjnymi Fostexami i jej wpływ na dźwięk jest jednocześnie bardzo duży.

Jeśli dotarłeś Czytelniku do tej linijki to gratuluję cierpliwości dla moich wypocin, tu przechodzę do opisu brzmienia Alpha Dog’ów. Ortodynamiczne przetworniki łączy jedno: nacisk na średnicę i jej koherentną prezentację. Tak są zbudowane, że ta średnica zawsze im wychodzi dobrze lub jeszcze lepiej, sama z siebie. Ortodynamiczne słuchawki serwują nam też mniejsze zniekształcenia niż przetworniki dynamiczne. Ich słabością bywa jednak mniejsza przestrzeń oraz lekka ospałość (mniejsza dynamika) i bas, zwłaszcza w sytuacji nie dostarczenia im odpowiedniego napędzenia wzmacniaczem. Pośród wielu driverów ortodynamicznych są jednak takie które cenią i takie które wbrew wszystkim zachętom nie zyskały mojej sympatii. Na szczęście Alpha Dog grają dobrze. To klasyczne granie orto, gęste w sam raz, średnicowe, nieco wyłagodzone ale jednak z lekkim pazurem. Faktem jednak jest, że nie są one nastawione na zrobienie wielkiego wrażenia w pierwszych chwilach odsłuchu. Grają równo, a to wiele osób potrafi początkowo zniechęcić. Alpha Dog nie grają jak Fostex TH900, które od początku pozwalają nam się poczuć jak na kinowej premierze Gwiezdnych Wojen, nie grają też z takim błyskiem jak Dharma Acoustics lub Sonorous VI , nie są ani rozjaśnione ani przesadnie przyciemnione niczym Sennheiser HD650. Słuchawki od Dana Clarka to emanacja średnicy, tutaj dzieje się najwięcej, jest nasycenie owej średnicy, idealna proporcja faktur, ostrości i chropowatości tyle ile trzeba, a gładkość i płynność też w należytych proporcjach i wtedy kiedy jest niezbędna w danym repertuarze. Góra nigdy nie ma sybilantów, jest dobrze wypolerowana. Bas natomiast w moim odczuciu jest nieco za lekki, nie konkuruje ze średnicą, to akurat dobra cecha, ale nie potrafi zamruczeć tak jak bym tego oczekiwał. Pomimo regulacji tego pasma, która jest dostępna w muszlach, nie udało mi się powiększyć obecności tego zakresu wystarczająco, i pod tym względem mój osobisty mod modelu T50rp MK3 bardziej mnie zadowala. Przestrzenność Alph jest poprawna, choć scenę odbieram bardziej jako tę idąca w głąb niż na boki. Niemniej nie jest na tyle wąska żeby sprawiać dyskomfort i niedosyt, to zamknięte słuchawki i jak na taką konstrukcję to 3D brzmienia mamy naprawdę niezłe. Czy całościowo brzmienie to można do czegoś przyrównać? W terminologii to jak wspominałem mamy liniowość liniowość i jeszcze raz liniowość, ale bez rozjaśnień, nie ma w Alphach studyjnej suchości, jest raczej ‚analogowość’. A jak z żywymi przykładami? Otóż nieco Alphy przypominają mi stare Audeze LCD2 bez Fazora, jest to podobne granie ale Alphy jakby bardziej otwarte w górze. Są też one gładsze od LCD2 z Fazorem. LCD sumarycznie potrafią niżej zejść z basem i mieć ten bas bardziej obecny. Kolejna cecha? Alpha Dogi nie są tak ofensywne jak HiFiMany HE500, grają w spokojniejszy i nie tak podkolorowany sposób jak ten nieprodukowany już chiński model słuchawek. Gdzieś tak delikatnie grają Alphy jak NightHawki tyle, że bas mają delikatniejszy, prawdziwszy i nie tak rozdmuchany. Są jednak recenzowane słuchawki szczególne, wyjątkowo w swoim spokoju, naturalności przekonujące ale też wymagające jednocześnie zrozumienia. W sygnaturze ich dźwięku czuć pewną delikatność, ale ani grama odchudzenia czy szklistości, co bywa udziałem przetworników dynamicznych. Mamy więc tutaj kwintesencję grania przetworników magneto-planarnych. Granie uniwersalne, pozbawione zniekształceń, ale też nie dla każdego. Nie są to słuchawki w stylu fun, trzeba umieć i chcieć je docenić. Naturalnym jest też to że można ich nigdy nie polubić i uznać wręcz za nudne. Mnie jednak zaczarowały i bardzo chciałbym je mieć swojej kolekcji.

Dlaczego warto dopłacić do Alpha Dog ? 

Otóż przede wszystkim zyskujemy słuchawki zamknięte  w miejsce fabrycznych półotwartych Fostexów. Dodatkowo poprawia się komfort i to w znaczący sposób. Otrzymujemy też słuchawki lepiej wykończone, można rzecz, że wręcz o umowną klasę lepiej. Dźwiękowo natomiast pasmo zyskuje lepsze wypełnienie, lepszy bas niż wersja stockowa, możliwość regulacji basu. Pojawia się lepsza przestrzeń i większy porządek na scenie – poprawia się czytelność planów. Pojawia się też możliwość cable-rollingu dzięki odłączanym wtyczkom. To mało i dużo, ale w mojej ocenie te słuchawki zdecydowanie warte są swojej ceny.

T50rp MK3 a Alpha Dog

No właśnie i w tym sęk? Czy porównywać sklepowe T50rp MK3 czy modowane, a jeśli modowane to prez kogo? Trudna rzecz ogromnie tak zestawiać ze sobą te nauszniki. Ale ujmując rzecz ogólnie, to MK3 grają w sposób bardziej pikantny, z delikatnie mocniej zaznaczoną górą. Trzeba być nieco bardziej ostrożnym z jakością sygnału jakim będzie się je karmić. Jeśli ktoś woli delikatniejszą górę to MK2 będą lepszym wyborem, a Alpha Dog jeszcze lepszym. MK3 natomiast są najnowocześniejszym wcieleniem tego ortodynamicznego przetwornika i na moje ucho oferują też nieco lepszą, właśnie taką szerszą przestrzeń.

Podsumowanie

Alpha Dog to wyjątkowy model, który przekonał mnie do siebie całkowicie. Nie są na tyle uniwersalne aby mogły być jedynymi nausznikami w mojej kolekcji ale zalet mają gro. Są analogowe w przekazie, świetnie wykończone, wygodne, zamknięte i grają w taki kulturalny sposób, który pozwala obiektywnie ocenić nagranie i czerpać z odsłuchu przyjemność zarazem. Pozostał w nich studyjny obiektywizm ale został on wzbogacony o coś szlachetnego co dodało tym słuchawkom pewnej magii.

Za udostępnienie do recenzji dziękuję koledze @Teti z Forum MP3Store.

Zalety:

  • Wyjątkowy charakter grania, bliski naturalnemu dźwiękowi
  • Gładki przekaz kiedy potrzeba
  • Nasycona średnica
  • Grają bez sybilantów
  • Wygodne
  • Uniwersalne w wielu gatunkach
  • Od konstruktora z dobrym uchem i inżynieryjną uczciwością
  • Odłączane przewody
  • Zamknięte / zaleta dla niektórych użytkowników /
  • Świetne wykończenie
  • Nowatorskie podejście, które robi wrażenie pomimo mijającego czasu
  • Regulacja poziomu głośności najniższych oktaw
  • Nie męczą
  • Wspaniałe na wokalach
  • Chciałbym je mieć
  • Bliżej w ich stylu gry do ‚zabytkowych orto’ niż ‚współczesnych orto’
  • Wejdą na wielką głowę
  • Cena

Wady:

  • Wymagają bardzo wydajnego wzmacniacza (Phonitor 2 podołał z zapasem na szczęście, ale z niego mamy około 3W na kanał)
  • Scena mogłaby być większa, przede wszystkim szersza
  • Dla niektórych może być zbyt mały impakt i ilość basu
  • Nie są spektakularne od pierwszych sekund odsłuchu
  • Czasem zbyt łagodne i zgaszone
  • Wycofane z produkcji i oferty

Wzmacniacze użyte podczas recenzji: SPL Phonitor 2, Feliks Audio Arioso 2A3, Lovely Cube by PKrecz, SMSL M3

Strona producenta: https://mrspeakers.com

Cena /kiedy były dostępne w ofercie/: 599.00$

Próbka brzmienia będzie dostępna wkrótce.

img_9751

img_9756

img_9759

2 myśli na temat “Recenzja: słuchawki ortodynamiczne MrSpeakers Alpha Dog

  1. Trochę mi zabrakło więcej porównania z T50ro MK3, po za tym że w T50 jest więcej basu. W czym są lepsze Alpha Dogi i czemu warto dopacać do nich mając już T50rp MK3 , po modach zwłaszcza.

    1. Grają duuużo gładziej, inny przekaz i kreacja sceny. Mi i hechlokowi akurat przypadły do gustu mniej niż Mad Dogi z padami SRH1540, ale chłopakom (poza mną) na I-szym MEETcie Koszalinskim jednak bardziej 😉

Dodaj komentarz