Recenzja słuchawek Fostex TH610

Wstęp

Marka Fostex jest żywą legendą. Każdy produkt który jest firmowany tym logo spełnia wysokie standardy branży audio zarówno w segmencie Hi-Fi jak i studyjnym. Fostex jest również producentem OEM dla wielu marek konsumenckich. Mój pierwszy kontakt ze słuchawkami tej firmy miał miejsce przy modelu TH900, a z kolei najstarsze słuchawki jakie posiadałem, do których przetworniki były wykonane właśnie przez Fostexa, to Sansui SS100 (odpowiednik Fostex T50r). Obydwa produkty pokazały że na przestrzeni ponad 35 lat standardy jakości wykonania są utrzymane, choć sposób prezentacji brzmienia jednak zmienił się. Żyjemy obecnie w czasach promocji perfekcjonizmu. Dążenia ponad wszelką cenę do idealnej formy wszystkiego. Lansuje się dążenie ku samodoskonaleniu i otaczaniu się przedmiotami wyjątkowej jakości. Każda reklama którą widzimy przedstawia idealny świat. Więc twoje buty, twój samochód, twoje słuchawki, twój dom i TY muszą być idealne. Tymczasem w tej gonitwie gubi się wiele rzeczy autentycznych, nadających życiu prawdziwy smak i będących naturalnymi imperfekcjami. Branża audio cierpi na tym o tyle, że w pogoni za idealnym wzornictwem, rozdzielczością, zakresem zejścia na basie i błysku najwyższymi częstotliwościami nagle okazuje się że w przekazie czegoś nam brakuje. Tak właśnie wyglądała konfrontacja Sansui SS100 z Fostex TH900. Drodzy Czytelnicy, nie zniechęcajcie się proszę w tym miejscu do zbyt długiego wstępu, ale jest on podbudową pod część właściwą recenzji, której nie mogłem przemilczeć. Otóż TH900 to słuchawki z mocno zaznaczonym, świetnie prowadzonym fundamentem najniższych częstotliwości, dość przestrzenne, wyraźne i z mocno zaznaczoną górą pasma. Można by rzec, że to granie lekko w stylu V ale równocześnie to prezentacja muzyki na bardzo wysokim poziomie. TH900 to słuchawki wybornie wykonane. Jednak w konfrontacji z Sansui pokazujące jednocześnie, że ich przekaz jest nieco mniej naturalny. Model zabytkowy grał oczywiście z mniejszą rozdzielczością, przestrzenią, z brakami w górze i dole pasma, ale średnica była uwodzicielska, naturalna i bogata. Nie jest to tylko kewstia innej konstrukcji przetwornika. Kiedyś po prostu inaczej strojono słuchawki. Inne sprzętu służyły do ich wysterowania. Dźwięk starszych modeli np.: firmy Yamaha był przyjemny i miał w sobie dużą dozę plastyczności i nturalności. W TH900 mam poczucie pewnego przejaskrawienia. Jest to efektowna prezentacja, żeby nie było, dzieje się sporo. Dźwięk ma w sobie coś okazałego i rodzaj błysku, ale kiedy pojawiają się fragmenty utworów z zaznaczoną górą pasma, czy wszelkie świszczące dźwięki głosowe, odsłuch drastycznie traci urok. To trochę jak z tym obrazem we współczesnych telewizorach. Tryby sztucznie kontrastują obraz i to potrafi zmęczyć oczy. Wtedy docenia się obraz w kinie, wyświetlane na specjalnym tle, o mniejszym kontraście ale większej plastyce i gradacji. Na szczęście jak widać, kilka kolejnych lat od debiutu modeli TH przyniosło chwilę refleksji konstruktorom Fostexa i powstały nowe wcielenia modelu TH900 pod nazwą MKII, oraz model TH610 będący ulepszoną wersją TH600 czyli takich TH900 tylko z mniejszą mocą magnesów w cewce i bez drewnianej obudowy muszli (recenzja tutaj). Opisywane w dzisiejszej recenzji TH610 są mocno odmienne od swoich poprzedników. Są lepsze, ale czy powodują zanurzenie się w muzyce i zatarcie poczucia, że muzyka jest tylko odtwarzana? Postaram się na to odpowiedzieć w poniższej recenzji.

Design

Model Th600 był wykonany w bardzo zbliżony sposób do linii Denon AH-D5000, mam na myśli mocowanie muszli, proporcje i wygodę. TH600 są dla mnie jednymi z najlepiej wyglądających japońskich słuchawek. Są całe w czerni i półmatowe czarne muszle, które posiadają wyglądają wspaniale. Czy da się lepiej? Okazuje się ze tak. Model Th610 jest jeszcze ładniejszy. Drewno orzechowe wykończone półmatowym lakierem i w połączeniu z resztą elementów w kolorze czarnym to bardzo udane połączenie. Jak widać na płaszczyźnie designu jest wyraźny progres. Dodatkową zaletą są odłączane przewody. Nie przeceniam roli okablowania i modyfikowania brzmienia za jego pomocą, ale odpinane przewody mają jedną niebagatelną zaletę: możemy podłączać dowolnie przygotowane okablowanie i jeśli potrzebujemy krótki kabel, nie ma z tym kłopotu, zbalansowany – proszę bardzo, 4pin czy 2x3pin – voila. Dla słuchawkowych maniaków odpinane przewody w dzisiejszych czasach to tzw must have.  Czyli funkcjonalnie TH610 też awansowały względem poprzedników. Wygoda pozostaje na tym samym poziomie, czyli jest bardzo dobrze w tym obszarze pomimo innego kształtu nausznic, podobnego bardziej do linii Denon AHD – czyli z owalnym wnętrzem. Reasumując TH610 to słuchawki bardzo estetycznie wykonane, wygodne i funkcjonalne. Nienagannie wykonany jest każdy detal zarówno na zewnątrz jak i w środku. Czysta uczta dla zmysłów. To dobrze że cały czas produkty japońskie są tak dobrej jakości, tutaj przypominam sobie o słuchawkach, młodszej od Fostexa firmy Final Audio, która zarówno chińskie słuchawki jak i amerykańskie zostawia w tyle pod kątem powtarzalności produkcji, kontroli jakości i obróbki materiałów.

Dźwięk

Brzmienie wielu słuchawek zawsze można określić w najprostszy sposób: czy podoba nam się czy nas odpycha lub powoduje obojętność. Mnie Th610 wstępnie przekonały do siebie od pierwszych sekund. Czuć wyraźne zhumanizowanie brzmienia względem prekursorów tego modelu. Mamy bardziej nasycony środek, bliższy. Bardziej kulturalną górę, której ilość i kształt są w sam raz. Mamy bas, który choć ilością i jakością ustępuje TH900 i Denonon AH-D7000, to jest dość przyzwoity. Mamy też ładną uporządkowaną przestrzeń, taką idącą bardziej w boki niż w głąb tak jak miało to miejsce w TH600. Mamy dobrą rozdzielczość. Skrzypce i głosy polskich wokalistów są odtwarzane zdecydowanie przyjemniej niż na TH600. Sybilanty pojawiają się bardzo rzadko i nie jest to żaden problem w przypadku tej konstrukcji, tak naprawdę im lepszy tor tym jest ich mniej – ot taka prosta zasada. Słucha się ich dobrze praktycznie w każdym gatunku muzycznym. Czy zatem coś można im zarzucić? Są bardzo dobre to już wiemy, ale może czegoś im brak? Trochę mam wrażenie że cierpią na syndrom MKII. Zapytacie cóż to takiego. Otóż kolejne wcielenia pewnych modeli mają być poprawioną wersję tych wcześniejszych. Wiele rzeczy ulega ulepszeniu, najłatwiej oczywiście o zmiany zewnętrzne i stylistyczne. Jednak najważniejszy element, czyli brzmienie jest najtrudniejszy do opanowania. Bo czy samymi modyfikacjami da się osiągnąć tę nową jakość. Czy nie potrzeba bardziej radykalnych kroków, jakiegoś przełomu. TH610 są znacznie poprawioną wersją TH600 ale nadal czuć w nich powiew efektownego brzmienie hi-fi, konturowość. Dźwięk jest efektowny ale są momenty kiedy chciałoby się więcej. Zwłaszcza więcej średnicy. Głosy ludzkie w Fostexach są jakby szkicowo podane. Wiadomo że mlaśnięcia, syknięcia i pomruki występują w prezentacji głosu ludzkiego ale solą przekazu jest średnica, która jakby tutaj jest i jej jednocześnie nie było. Jest jakaś za lekka. Nie jest to brak dociążenia, bo tego tym słuchawkom nie można zarzucić. To dotyczy głównie wokali. Wszystko wyraźnie słychać w tym paśmie ale tak jakby głosy były rysowane a nie wybrzmiewały z przepony. Tutaj już studyjny model T50RP MKIII wydaje się grać ciekawiej w tym zakresie i bardziej prawdziwie. Są elementy które demaskują słabości w bardzo wyraźny sposób, ja najczęściej używam do tego właśnie głosów, zwłaszcza polskich artystów, ponieważ są nacechowane dużą ilością dyszkantów a te są bezlitosnym sprawdzianem, a drugim sprawdzianem są dwa instrumenty: skrzypce i fortepian. Jeśli tutaj słuchawki sobie poradzą to już nic nie będzie im straszne. Nie jest z TH610 tak źle jak niektórym może się teraz wydawać. Ale mając odniesienie to dźwięku bliższego prawdzie, włączając kolumny, liczyłem tutaj w nowym modelu na więcej. Podkreślam, porównuję je z najlepszymi, to stawia je w dobrym świetle. Cena tych słuchawek nie jest niska, w zasadzie pomijając nadmuchane ceny flagowców z ostatnich lat, to cena TH610 jest prawie ceną flagowca sprzed lat 10, a jednak flagowe brzmienie to jeszcze nie jest i o tym musimy sobie szczerze powiedzieć. Trochę szkoda bo wygląd wybitny i zwiastujący pogrom konkurencji. Tymczasem jest tylko 5 z minusem. Brzmienie może się podobać i wierzę że można się w nich zakochać. Ale nie jest one też na tyle wybitne by nie dało się go zastąpić innym tańszym modelem. Może to już moje rozkapryszenia a może to co napisałem jest też zbieżne z odczuciami innych słuchaczy.

Warto jednak zaznaczyć że generacyjnie te słuchawki są w czołówce. To brzmienie jest aktualne, dynamiczne, szybkie, z rozmachem, nieco ocieplone, choć nadal ‚japońskie’. Można ich słuchać na sprzęcie przenośnym bez bólu zębów. Są łatwe do wysterowania, gdyby ktoś chciał zabrać taką jakość na wakacje.

Resume

Fostex to wielka firma, która stworzyła multum udanych produktów używanych na całym świecie. Sam posiadam model T50rp MKIII, słuchałem też innych modeli słuchawek tego producenta i lubię ten brand. Wiem że jakość produktów jest wysoka. A w TH610 to można rzecz że nawet luksusowa. Być może to właśnie ten estetyczny luksus tak podnosi cenę tych słuchawek. Bo z drugiej strony mamy inne modele jak np.: AudioQuest NightHawk (recenzja) oparte o biocelulozowe przetworniki które ceny mają niższe a dźwiękowo są konkurencyjne… Mamy też Beyerdynamic Amiron które śmiało mogą również z Fostexami konkurować, a wreszcie HE400i, które nie są wykonane z tak dobrych materiałów i z taką precyzją, ale potrafią stworzyć równie wciągający spektakl muzyczny. Zachęcam do posłuchania modeli TH610. Jeśli komuś się brzmienie spodoba to brać i cieszyć się, to słuchawki na lata. Trochę ponarzekałem, ale są w zdecydowanej czołówce klasy średniej.

Zalety:

  • od uznanego japońskiego producenta
  • najwyższa jakość wykonania
  • wspaniały design
  • wygodne
  • pewna regulacja pałąka
  • nie potrzebują dużo mocy, ale sygnał powinien być krystalicznie czysty
  • uniwersalne brzmienie
  • poskromine sybilanty względem poprzedniego modelu (TH600)
  • uporządkowana scena
  • przyjemne granie
  • odłączane przewody
  • spójny przekaz
  • potrafią zagrać brawurowo
  • dobre proporcje względem poszczególnych części pasma
  • lepiej grają z tranzystorami

Wady:

  • w tej cenie można spodziewać się lepszego brzmienia
  • brakuje większej obecności średnicy, jej namacalności
  • brak krótkiego przewodu w komplecie
  • spora konkurencja wśród tańszych modeli
  • dźwięk podkolorowany, czyli do referencji jeszcze trochę
  • tak do końca mobilne to nie są, łatwo porysować muszle
  • bas delikatniejszy niż w starszych modelach, nie potrafią zagrać w tak wulkaniczny sposób jak TH600 i Th900

Podczas odsłuchów użyto wzmacniacza tranzystorowego SPL Phonitor 2

Za udostępnienie słuchawek do recenzji dziękuję Tomaszowi P. (Soundman1200)

Dane techniczne ze strony producenta: http://www.fostexinternational.com/docs/products/TH610.shtml

Sugerowana cena: 2499.00 PLN

10 myśli na temat “Recenzja słuchawek Fostex TH610

  1. Fajna szczera recenzja 🙂
    Czy mógłbyś je porównać do Audio Technica W1000Z ?
    Słucham głównie rocka, zależy mi więc na ciepłym brzmieniu z solidną podstawą basową.

    1. Dzięki. Znam tylko model W1000X. ATH grają w taki bardziej romantyczny sposób, trochę bardziej plamą. Są też mniej przewidywalne i czasem potrafią olśnić a czasem przesadnie coś zaszeleści w nich lub jakoś takie zbytnie przekoloryzowanie się pojawia. Rozumiem że NightHawk’ów słuchałeś? One starego rocka bardzo naprawiają. Bezpiecznie gitary ale jednocześnie z życiem grają HE400i. Amironów też bym posłuchał, bo to podobna klasa wszystko co wymieniam. ATH lubię niektóre modele ale przez tę nieprzewidywalność jakoś nie skusiłem się na posiadanie. Warto Sonorous VI posłuchać, choć są już specyficzne i czasem zbytnio rozjaśniają. NightHawk na welurach to może być najlepszy wybór, a jak chcesz więcej zabawy mniej audiofilskiego zadęcia to Meze99, na nich prawie wszystko dobrze brzmi.
      Ja mam kilka zupełnie średnich par słuchawek (K712, DT150, Listen, T50rp MKIII…) i dzięki temu lepiej mi wybierać pod repertuar bo one uzupełniają się – choć wszystkie odbieram jako lekko ocieplone. Niestety droższe modele nie gwarantują że wszystko zabrzmi tak jak powinno więc od filozofii 1 idealnego modelu już odchodzę.

  2. Dobra recenzja jak zwykle u Macieja…Dodam tylko że Th610 były odsłuchiwane na kablu firmowym, czyli na miedzi 6N. Z tego co mi Maciek pisał ,niestety nie dał rady posłuchać na kablu robionym przez Jimmiego Dragona z miedzią 7N, również zbalansowanym.
    Z takim kablem TH610 odżywają na średnicy oraz przekaz dostaje więcej detalu, po balansie wiadomo wigor słuchawek wzrasta dodatkowo.

    1. I bardzo dobrze, że nie słuchał na balansie 🙂
      recenzowany jest produkt, który jest sprzedawany przez producenta, a nie zmieniany/modowany – beatsy jakby napchać do nich waty też by zagrały mniej basowo i bardziej detalicznie, ale nie o to chodzi w słuchawkach z przedziału cenowego 2k+

  3. Pierwszy raz przeczytałem cały wstęp – super.
    Słuchawki z opisu jak sobie je wyobrażam i co można wyczytać w necie również.
    Tak trzymaj 🙂

  4. Cześć, mozesz napisac jak sie maja te fostexy do focal listen? Obecnie mam swoje juz podniszczone CAl 1 (recablowane), chce je w koncu zamienic , a po glowie chodzą mi te dwa sluchafony. Słucham glownie elektroniki i alternatywy.

    1. Cześć,
      Podstawowe pytanie to to jakie są priorytety? TH610 grają z większym wypełnieniem, ale jednocześnie z mniejszą fakturowością brzmienia. Ono jest takie bardziej pozorne, mniej namacalności. Ale w to miejsce jest większy bas i rozmach. Listen grają dla mnie prawdziwiej, ale jednocześnie lżej. I ta lekkość odejmuje im czasem urok z kolei. Zwłaszcza z jasnym wzmacniaczem będzie już za mały ciężar niższej średnicy. Całościowo jeśli budżet nie jest priorytetem to TH610 lepiej mogą zagrać elektronikę. Listen wypadają lepiej z akustyką w mojej opinii, smyczki, blachy, są takie bardziej stabilne w przekazie. TH610 to efektowne, spektalkularne hi-fi, a Listen to taki bardzo mały przedsionek, wręcz amatorski przedsionek liniowego hi-end’u. Listen muszą mieć lepszy tor gatunkowo. TH610 więcej wybaczą nagraniom i sprzętowi. TH600 miały lepszy bas i były jeszcze bardziej żywiołowe niż TH610.
      Z zamkniętych fajnych słuchawek rozważyłbym jeszcze Meze i NightOwl oraz Sonorous VI. Natomiast sam bardzo lubię DT150, ustępuję rozdzielczością wspomnianym modelom, ale mają bardzo dużą przestrzeń jak na zamknięte, wspaniale grają gitary, ale całościowo to nieco przygaszony dźwięk. Tyle że każdy woli co innego 🙂
      Cały czas trudno na rynku o jedne uniwersalne słuchawki do całego repertuaru…

  5. Dzięki za wyczerpującą odpowiedź. To trochę wyglada jak smakowanie dań, jedno bardzo wykwintne moze nie być smaczne dla kogoś inneg. Z drugiej strony jedząc codziennie swoją ulubioną potrawę z czasem sie pragnie czegoś innego…
    Wracając do rzeczywistości, dobrze by było mieć przynajmniej te dwie pary słuchawek, jedne spektakularne i niekoniecznie liniowe, a drugie bardziej bliskie i zrównoważone do muzyki bardziej klasycznej.

Dodaj komentarz