Recenzja otwartych słuchawek Grado 325e

Preambuła

Każdy kto kiedykolwiek zetknął się z tematem słuchawek hi-fidelity słyszał o marce Grado. Postać zmarłego Amerykanina Johna Grado, założyciela Grado Labs, jest ikoniczna. Firma słynie przede wszystkim ze słuchawek oraz wkładek gramofonowych. Jak każda marka prezentująca swój autorski, odmienny od głównego nurtu styl prezentacji dźwięku ma wielkie grono zwolenników jak i przeciwników. Kilkanaście lat temu obok AKG, Beyerdynamica, Denona, Sennheisera i Yamahy, Grado było w ścisłej czołówce. Jednak czasy w jakich żyjemy przynoszą coraz szybsze zmiany i rewolucja w świecie słuchawek w ostatnich latach przyniosła wielką różnorodność na rynku. Pomimo różnych trendów Grado jest bardzo konsekwentne i oscyluje wokoło własnej szkoły brzmienia. Przeciwnie np.: do Fostexa, który oferuje modele studyjne, hi-fi a do tego zarówno dynamiczne jak i orto-dynamiczne, które potrafią grać bardzo odmiennie względem siebie. Warto zaznaczyć też, że poza brzmieniem design amerykańskiej marki również jest niezmienny i przez to tak bardzo rozpoznawalny.

Budowa słuchawek

325e to najnowsze wcielenie modelu 325 serii Prestige. Elementem wyróżniającym ten model jest główna część obudowy słuchawek wykonana ze stopu metali. Niższe modele mają korpus wykonany z tworzywa a wyższe z drewna, lub również z metali. Dodatkowo w serii E zastosowano nowe przetworniki, których obecność zaznacza się czerwonym kolorem widocznym przez grille w obudowie. Tyle z rzeczy typowych dla 325e. Reszta jest klasyczna jak w Grado – adekwatnie do rangi modelu mamy tutaj pasek nagłowny obszyty naturalną skórą, plastikowe elementy przegubów i typowy dla Grado system regulacji na stalowych pałąkach. Jak opisać jakość wykonania tych słuchawek? Ciężka sprawa. Pewnie gdybym trzymał je w rękach i byłby rok 1960 to uważałbym że są wspaniale wykonane i miło wziąć je do ręki.
O ile ich wygląd jako taki ma swój urok i jako projektant oceniam je wysoko, o tyle jakość tego wykonania
w odniesieniu do czasów współczesnych jest marna. Nie rozsypują się w rękach, nie przecierają na każdym narożniku i ich pady nie kruszą się jak te na tańszych modelach Sennheisera, ale jednak jest uczucie sporego niedosytu. Sposób obsadzenia przewodów, ich giętkość, kształt padów i detal tych słuchawek widziany z bliska nie nastrajają pozytywnieCzy z pocieszeniem przychodzi komfort po założeniu tych słuchawek na głowę? Cóż, nie jest to wielkie pocieszenie, ale jednak. Słuchawki nie są ciężkie i to jest ich zaleta, można je też fajnie odłożyć na płasko na stole. Ale jako model nauszny, a nie wokół uszny oferują wygodą tylko na dobrym poziomie. Osoby który mają delikatne uszy często narzekają na ucisk po dłuższym czasie spędzonym z taką konstrukcją. Chciałbym jednak zaznaczyć że mnie nieźle używało się ich podczas długich odsłuchów. Zapewne dzięki relatywnie niedużej wadze oraz właściwościom konstrukcji w pełni otwartej. Nie chcę narzekać na nie za bardzo bo czuję, że jest to nasza narodowa cecha. Zatem kwestię budowy podsumuję w nieco marketingowy sposób: te słuchawki mają swój niepowtarzalny zewnętrzny styl i pochodzą od producenta z  wieloletnimi tradycjami…

Wnętrze:

Nowe przetworniki oferują wysoką skuteczność i słuchawki łatwo wysterować z urządzeń przenośnych lub komputera. Choć pomocna byłaby nieco węższa obudowa wtyku jack 3,5mm. Grado 325e jak każdy bardziej przyzwoity model słuchawek korzysta z dobrodziejstw gatunkowego napędu i dlatego warto nie bagatelizować tego aspektu również w odniesieniu do nich. Moje wskazania to szukanie źródeł nieco bardziej dociążonych, z dobrą rozdzielczością. Natomiast zdecydowanie warto unikać podkoloryzowań wzmacniacza na średnicy i lamp z dużymi zniekształceniami. Grado mają nieco nieliniowy przebieg średniego i wyższego pasma i lepiej tego dodatkowo nie podkreślać bo może się zacząć robić męcząco.

Budowa:

A jak zatem grają te słuchawki całościowo? Mój pierwszy kontakt z modelem 325is, jednym z protoplastów bohatera recenzji, obfitował w poczucie dużej ilości planktonu muzycznego w przekazie. Było to jednak 5 lat temu i pamięć może płatać figle. Nowe 325e wydają się być bardziej nasycone w dole i średnicy ale jednak mieć mniej iskier na górze. Są nieco spokojniejsze i równe. Nie słuchałem wszystkich modeli Grado. Ale z tych które znam zawsze najbardziej lubiłem 325 w różnych odsłonach i są one dla mnie jakby wizytówką brzmienia. Model RS2 którego miałem okazję słuchać niedawno był mniej wyrazisty w wyższej średnicy ale jednocześnie nie aż tak intrygujący i (uwaga) miał mniej basu od 325e, a przynajmniej tak to odebrałem przy utworze Higher Ground Marcusa Millera. Brzmienie wyższego modelu jest bardziej misterne, z większą ogładą ale jest to bardziej kwestia preferencji niż jakości samej w sobie. Nie jest jednak regułą, i nie tylko u tego producenta, że model ładniejszy i droższy będzie lepszy dla nas. On może lepiej wypadać na wykresach, podobać się większej ilości osób, grać pewne utwory lepiej, ale nasz repertuar i nasze uszy to osobna historia i o gusta się rozchodzić zawsze powinno. Gdybym miał opisać w trzech słowach brzmienie opisywanych Grado to byłaby to szybkość, otwartość
i pewien rodzaj twardości. Te słuchawki grają w bardzo otwarty przestrzenny sposób. Projekcja dźwięku jest na boki, w dal, w górę i w dół. Wszystko mniej w bezkres. Nawet jeśli traci definicją szybciej niż
w wyższych modelach to ten bezkres jest wciągający. Jest wiele konstrukcji otwartych lub pół-otwartych które mają jakieś rezonanse, przyduszenia, podkolorowania przestrzenne. Tutaj jest wolność przestrzenna i zupełne brak skrępowania zjawisk akustycznych. Słuchawki są szybkie, zrywne, nie ma
w ich ospałości typowej np.: dla LCD lub HD650. No i są takie wierne materiałowi, ale nie na zasadzie stuprocentowego realizmu, bo na to nie pozwala im nierówna charakterystyka częstotliwości, ale
na zasadzie takiego nadążania krok w krok za muzyką. Nie produkują zbędnych ozdobników, nie generują chmury basu, nie zasypują nas skrzącymi wysokimi tonami, nie mają papierowej chrypki
na wokalach jak modele Audio-Techica. Grado dają z siebie niezbędne minimum. Tylko i aż tyle ile potrzeba. Ta ich szybkość i nadążanie za spektaklem muzycznym przypominają mi nieco membrany szerokopasmowe, papierowe. Jest dużo informacji ale przede wszystkim jest szybka odpowiedź przetwornika na sygnał
ze wzmacniacza. W praktyce taki sposób prezentacji muzyki ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne.
Dla wielu osób takie granie może być zbyt lekkie, za mało spektakularne w najniższych rejestrach. Może brakować energii na górze pasma. Zdarzają się problemy z lekką krzykliwością przetworników przy gorszym materiale, etc… Trzeba sobie powiedzieć że magia Grado jest nie dla wszystkich. To nie są bardzo uniwersalne słuchawki. To pewnego rodzaju lupa muzyczna, która najlepiej wypada przy prawdziwej muzyce. Która nie będzie dawać radości z nagraniami robionymi po to by przebić się
w młodzieżowym radio ( młodzeż chyba nie słucha już radio? więc może w bardziej mam na myśli serwis streamingowy… ) Grado mają opinię dobrych słuchawek do rocka, ja nie czułem tutaj synergii, chyba że
z nagraniami z lat 60′-80′. Grado zaskoczyły mnie jednak nad wyraz pozytywnie w jazzie oraz muzyce typu Massive Attack, album Mezzanine wypadł na tych słuchawkach niemal metafizycznie. Plankton muzyczny był powiększony, wokale przenikliwe, dźwięki były pokazywane w bardzo dobrej orientacji 3D. Warto dodać że wspaniale 325e grają dźwięki fortepianu. Zarówno nagrania współczesne jak i te dawne pokazywały wielki naturalizm tego instrumentu.

Odnosząc się do brzmienia to podzielę się refleksją na temat słuchania muzyki jako takiego. Radość ze słuchania nie zależy tylko od sprzętu. Okoliczności mają duży wpływ, pisałem o tym już kiedyś na blogu przy okazji innej recenzji. Grado jak każde słuchawki mają swoje przywary. Są na pewno jedną z ciekawszych konstrukcji które znam. W zasadzie na swoim blogu opisuję tylko sprzęty które oceniam dobrze lub ciekawią mnie na tyle że warto poświęcić czas na ich częściowe poznanie. Ale to do czego zmierzam rozpoczynając ten akapit to wyjątkowa właściwość Grado 325e o której tylko zasygnalizowałem na początku. Otóż te słuchawki łatwo napędzić. I o ile nawet nie otrzymamy 100% ich audiofilskiego potencjału (bo ten inżynieryjny na pewno) to będzie to bardzo zadowalający efekt soniczny z wielu przenośnych urządzeń audio. To otwiera przed nami wielkie możliwości. Słuchawki po złożeniu zajmują niewiele miejsca i dzięki temu możemy się zabrać ze sobą gdziekolwiek. Mieszczą się w niedużym futerale (trzeba dokupić dodatkowo), co dla wielu nagłownych modeli nie jest możliwe. Mobilność mobilnością ale finalnie to pozwala nam cieszyć się bardzo gatunkowym graniem poza naszym stacjonarnym zestawem. Wiem że te audiofilskie ołtarzyki to ważna sprawa, zwłaszcza wieczorem kiedy wszystkie lampki świecą i jest tak mistycznie. Ale na litość boską
o muzykę chodzi i w im większej ilości czasu i miejsc będzie nam towarzyszyć, a jeszcze do tego na przynajmniej tak wysokim poziomie jak Grado 325e, tym lepiej. I tutaj nie dajmy się zwariować. Nie jest łatwo o otwarte słuchawki z takim szybkim przekazem i taką dawką naturalizmu. Rynek jest pełen nisko-omowych konstrukcji ale najczęściej są to przebasowione i całościowo przejaskrawione konstrukcje, które  dla wyćwiczonego ucha są zwyczajnie mało ciekawe. Posłuchajcie Grado, może się Wam nie spodobają, a może nie. Może być też tak że za jakiś czas po nie sięgniecie i uznacie że pomimo swojego specyficznego stylu są wciągające i swoją niemałą rolę w historii audio odgrywają nie bez kozery.

Porównania:

Q701 vs: 325e

Pod kątem brzmienia nie jest łatwo znaleźć słuchawki zbliżone do Grado. Mnie jednak nasuwa się skojarzenie z AKG Q701, choć bardziej purystyczne z K701 nawet. W AKG mamy większą ale mniej naturalną przestrzenność względem Grado. Austriackie słuchawki są też bardziej krzykliwe, w Grado jest równiejsze pasmo. Natomiast pewne zjawiska odbywające się przy wokalach w AKG mogą się bardziej spodobać niektórym słuchaczom. Chociaż w AKG pasmo jest bardziej zafałszowane na średnicy to wokale potrafią być tam bardziej urzekające i miękkie. Grado mają jednak więcej basu i większy drive. Lepiej wypadną przy dynamicznej muzyce a AKG przy spokojniejszej.

ATH-R70x vs: 325e

R70x grają ciemniej, z wyczuwalnie bardziej poluzowanym basem i jest wyczuwalnie mniej muzycznej informacji. R70x to w zasadzie pewien rodzaj przeciwności do Grado. O ile Grado jest bliżej do tradycyjnych konstrukcji ATH, o tyle R70x jest wyjątkiem od japońskiego producenta i tak naprawdę są bardziej romantycznym i ciekawszym w mojej ocenie odpowiednikiem HD650. Przestrzeń 325e jest większa niż zarówno HD650 jak i R70x. Natomiast obydwa modele są znacznie bardziej wygodne niż Grado.

DT880 vs 325e

Słuchawki Beyerdynamic grają bardzie technicznym przekazem i z mniejszą przestrzenią. Są nastawione bardziej na analizę. Grado mają swoją rozdzielczość ale jest ona wtórna do przekazu muzycznego. 325e bardziej budują klimat i różnicują nagrania. Oczywiście znowu przegrywają komfortem. Choć barwa jest ciekawa w Grado i niesie w sobie większym walor emocji płynących z muzyki.

Trudno o więcej podsumowań na obecną chwilę. Dla mnie Grado ciągle kojarzą się bardziej z kolumnami niż z innymi modelami słuchawek. I nie chodzi tu o przestrzeń – bo dobre kolumny są dalece lepsze od słuchawek z tej grupy cenowej – ale o prezentację samej barwy. Grado po prostu grają jak szerokopasmowce w odgrodzie i trudno je odnosić do innych otwartych słuchawek.

Zalety:

  • Przestrzenność i jej realizm.
  • Otwarte brzmienie
  • Wystarczająca ilość nasycenia średnicy
  • Wyjątkowy styl grania
  • Łatwe do wysterowania
  • Od legendarnego producenta
  • Bardzo dobra reprodukcja fortepianu
  • Bardzo szybkie granie
  • Bezpośredniość przekazu
  • Dobrze sobie radzą z wokalami i muzycznym planktonem
  • Po złożeniu zajmują niewiele miejsca
  • Seria E jest znacznie mniej awaryjna od poprzednich konstrukcji Grado
  • Niepowtarzalne i z niczym nieporównywalne

Wady:

  • Mniej iskier niż w 325is
  • Wykonanie nie zachwyca
  • Braki w najniższych rejestrach
  • Czasem brakuje w nich potrzymania dźwięku, może być za sucho
  • Wygoda tylko dobra

Szacunkowa cena: ok. 1350.00

Oraz w dodatkowo zakupionym turystycznym futerale. tak one są w środku i mają całkiem wygodnie, musicie mi uwierzyć na słowo:

 

6 myśli na temat “Recenzja otwartych słuchawek Grado 325e

  1. Album Mezzanine to przede wszystkim kawałek dobrze zestrojonej, i nagranej muzyki. Grado są idealne dla massive attack. Takie DT150 np pogrubiają piekielnie te kawałki na basie i po prostu mulą w porównaniu do Grado. Dlaczego? Bo one idą ostro niskim basem. To jest test dla sprzętu jesli idzie o te rejestry, co wyciągnie DAC, jak szybkie słuchawki, jak kontroluje rytm i trzyma bas w ryzach amp. A młodzieżowej łupanki też da się słuchać na nich. RS2 mogły się wydać mniej basowe przez lepsze wypełnienie na niskiej średnicy i właśnie te uspokojenie i cywilizację brzmienia. A był te RS2e wygrzane tak w ogóle?

    1. Tak, o ile jestem wielkim fanem DT150 o tyle z Massive Attack i podobnymi to kompletny mezalians… RS2 były wygrzane i dosłownie prosto ze Stanów. Generalnie jedne z najbardziej udanych Grado ale mniej agresywne od 325e po prostu. Obydwie słuchawki napędzane Audiobyte Black Dragonem.

  2. Co mi się osobiście podoba w nowej serii to dynamika. One po prostu wygrywają na tym polu z resztą. Beyery, sennki itd to przy nich muły po prostu nie mówiąc o Audeze. Muzyka w Grado ożywa, dajesz głośniej i cieszysz się potężniejszym i mocniej kreowanym spektaklem a nie tak jak w przypadku większości słuchawek przybywa decybeli i jeśli nie są zrównoważone i dobrze nastrojone, to np słychać sam bas a góra tnie po uszach, albo robi się głośna papka. Tutaj moje SR225e w przedziale do 1000zł praktycznie pogrążają konkurencję. To coś jakbyś z upalnego zamulonego leżakowania na plaży za dnia, wskoczył do ożywczej chłodnej wody i ocucił się, pobudził do działania. Tak ten dźwięk odbieram.

  3. Właściwe strojenie, proporcje, dynamika, zarys konturów, rozłożenie planów, analiza plus muzykalność, większy procent odsłuchów na poważnie, a to wszystko mocne strony Gradosów. Są oczywiście takie smaki jak zmaganie się z tworzywem czy skrzypce są naturalne bądź nie, ale w to nie wchodzę.

    1. Chyba jednak RS2e. Są sporo lżejsze i brzmieniowo też jednak bardziej wypolerowane. 325e są bardziej dosadne, ale RS2e jakby mają wykres bliższy moim uszom.

Dodaj komentarz